Nie mogę milczeć ...

 

Niedawno do moich rąk trafiła księga Daniela Beauvois, profesora historii i kultury polskiej w Uniwersytecie w Lille (Francja), pod tytułem Polacy na Ukrainie 1831-1863, wydana w Paryżu w 1987 roku.

Nie jestem historykiem, ale w okresie ostatnich pięciu lat dość często pracowałem jako badacz w żytomierskim obwodowym archiwum państwowym, właśnie z dokumentami byłego Wołyńskiego Szlacheckiego Zgromadzenia. Akta te tworzą obszerny fundusz NI-46, przeszło 10 tysięcy spraw, wśród nich sprawy poszczególnych rodzin szlacheckich. Zdaję sobie sprawę, że dokumenty te wymagają szczegółowego zbadania, ale nie mogę milczeć.

Na podstawie dokumentów, które przejrzałem mogę stwierdzić, że na Wołyniu mieszkała liczna i znacząca część szlachty ukraińskiej pochodzenia autochtonicznego, np. WImć PP. Pożarko h. Bończa, Perehuda h. Sas, Puciata h. Syrokomla, Pysanka h. Prus 3-tio, Woronicz h. Pawęża, Wygura h. Kolumna, Wołodko h. Korczak, Wieczór h. Rawicz i setki podobnych. Niektóre z tych rodzin posiadały herby już w XIII-XIV wiekach i wówczas na mocy przywilejów polskich królów dostawali posiadłości (np. WImć PP Sewrukowie, Symonowie i inni).

W księdze szanownego pana profesora jest mowa o spolszczeniu kilku rodzin miejscowej arystokracji w XVI w. Istnieją także przykłady, że rodziny z nazwiskami o naturalnie polskim brzmieniu wywodziły się z byłej elity ukraińskiej, książąt i bojarów (np. WImć PP Wyhowscy czy Możarowscy). Wśród archiwistów ukraińskich po dziś dzień krążą legendy, że przy legitymacji pochodzenia niektóre rodziny szlacheckie podawały do Szlacheckiego Zgromadzenia dokumenty pisane wcale nieznanym językiem i pismem. Dokumenty miast wołyńskich w XVI-XVIII ww często bywały pisane bardzo ciekawym językiem - mowa ukraińska mieszana z łaciną, a napisana pismem polskim, mimo polskiego brzmienia nazwisk i niewątpliwie szlacheckiego pochodzenia odpowiednich urzędników. To świadczy o pochodzeniu tych polskich kolonizatorów.

Nie mogę się zgodzić z szanownym panem profesorem, że Polacy zamieszkujący zachodnią Ukrainę byli w wieku XIX kolonizatorami, przybyłymi na te tereny w ciągu dwóch lub trzech poprzednich stuleci. 1)

Tak samo nie mogę zgodzić się z twierdzeniem pana profesora o bezczynności szlachty wołyńskiej i kościoła katolickiego w czasie powstania styczniowego 1863 roku. Dokumenty archiwalne świadczą zupełnie inaczej.

Na przykład w kwietniu / lipcu 1863 roku w kijowskim okręgu wojennym odbyło się aż 24 większe walki między powstańcami a wojskami Moskwy, za uczestnictwo w których moskali wyróżniano brązowym medalem. Odpowiedni spis walk znalazłem razem z rozkazem o wyróżnieniu w Archiwum. 2)

Podobnie z kościołem - 19 września 1863 roku z rozkazu Jego Ekscelencji Pana Kijowskiego, Podolskiego i Wołyńskiego, generał - gubernatora został wydany rozkaz NIO532 wedle którego zbrodniarze polityczne z księży (...) na miejsce zesłania nie mogą iść w przyzwoitym osobom duchownym ubraniu, a powinni być na samym miejscu ich wysyłki zabezpieczeni odzieżą, odpowiadającą ich obecnemu stanu". 3)

I wreszcie, w cytowanym w książce Spisie właścicieli ziemskich w trzech guberniach (Wołyńskiej, Podolskiej, Kijowskiej) posiadających ponad 1000 dusz znalazłem sporo nazwisk tożsamych z nazwiskami z listy, którą niegdyś sam sporządziłem, a która wymienia osoby oddane do sądu za udział w powstaniu. Z jednej tylko teczki w Archiwum pt. Raporta ujezdnych striapczych do Wołyńskiego gubernskiego prokuratora wypisałem dane o 1300 powstańcach.

Nie jestem historykiem, ale mogę powiedzieć, że nasz Wołyń to wciąż terra incognita. Ten temat wymaga dalszego opracowania. Szczęśliwie ocalało to, co należy przebadać. Co? Biedni chłopi ukraińscy i źli okrutni polscy kolonizatorzy. Najpierw należy wnikliwie przebadać fundusz 146 (sprawy Wołyńskiego Szlacheckiego Zgromadzenia) i 178 (archiwa Wołyńskiego Konsystorza). Myślę, że to wystarczy.

1) Daniel Beauvois, Polacy na Ukrainie 1831-1863, s.29
2) Żytomierskie Obwodowe Archiwum Państwowe, f.70, opis I, N219, s.39
3) ŻOAP, f. 349, op. I, NI02, s.309

Oleg Łagowski, Żytomierz, Ukraina