Małgorzata Szymańska
Mają swoje Soplicowo

[w:]"Dziennik Bałtycki", "Magazyn Weekend", 27/28 stycznia 2001 r.

Szlachectwo to nie tylko nazwisko kończące się na "ski", choć podobno pierwszy Kowalski posiadał szablę
i kontusz.

Członkowie Związku Szlachty Polskiej twierdzą jednak, że prawda, honor, uczciwość i mądrość cechują prawdziwego szlachcica, a nie odświętna maskarada.

- Już w wieku XIV mój przodek był podkomorzym w jednym z wielkopolskich powiatów - opowiada podczas jednego ze spotkań Związku Szlachty Polskiej, starszy pan. Na potwierdzenie swoich słów wyciąga herbarz, dawne zdjęcia, zapisy dóbr ziemskich, papiery własności.

Pozostali czują się zmieszani. Wielu z nich mogłoby poszczycić się tytułami i przekazywanymi z pokolenia na pokolenie pradziadowymi szablami, portretami babek-hrabianek, czy rodowymi sygnetami. Dla nich ważny jest jednak żyjący człowiek, nie jego przodek.

Związek Szlachty Polskiej

  • Kogo zrzeszają:

- osoby narodowości polskiej
- pochodzenia szlacheckiego
- z ukończonym 21 rokiem życia
- zgadzające się ze statutem

i deklaracją programową Związku
- uznające za fundamentalne wartości: honor, wolność,

podstawowe zasady moralne, nienaruszalność
własności prywatnej

  • Nie zrzeszają:

- osób karanych sądownie za przestępstwo
- osób, które sprawowały funkcje

w partii komunistycznej lub jej przybudówkach
- osób niehonorowych

  • Związek Szlachty Polskiej znajduje się
    przy ul. Parkowej 52/5 w Sopocie

- strona internetowa - http://www.szlachta.org
- telefon do Marcina Wiszowatego (0-) 604-339-800
- telefon do Waldemara Malinowskiego (0-58) 344-34-90

Zaginione pamiątki

Niewiele osób miało tyle szczęścia, by pomimo zawieruch dziejowych ocalić stare dokumenty. Wielu arystokratycznym rodom nie pozostało nic prócz powieści o dawnej świetności rodziny. Największe problemy z udowodnieniem swoich szlacheckich korzeni mają ludzie pochodzący z Kresów. Bolszewicy na ich oczach palili cenne dokumenty. A do tych, które ocalały trudno dotrzeć. Akta sądowe Rzeczypospolitej z XVI-XVIII wieku, stanowiące cenne źródło historii i genealogii szlacheckiej, komisja tymczasowa wywiozła w XIX wieku ze wszystkich guberni do Kijowa. Z rodzinnych pamiątek również zostało niewiele. Zwłaszcza biżuteria wymieniana była na chleb, wodę lub za życie któregoś z członków rodziny. Jak twierdzą dzisiejsi szlachcice, nie ozdoby świadczą jednak o pochodzeniu. W księciu Radziwille rozpoznano przecież pochodzenie nawet w więziennych ubraniach i bez klejnotów na palcach.

Książę za pieniądze

- Szlachta polska to potomkowie po mieczu, czyli dzieci ojca szlachcica - wyjaśnia Marcin Michał Wiszowaty, sekretarz związku i redaktor naczelny pisma "Verbum Nobile".

Członkowie Związku Szlachty Polskiej wiedzą, że ustalenie pochodzenie nie w każdym przypadku jest proste. Nie istnieje więc ściśle określony wzorzec, według którego członkowie dostają się do ich grona. Każdy przypadek traktowany jest indywidualnie. Na pomoc mogą jednak liczyć wszyscy.

- Nikogo nie chcemy pozbawiać wielkiej przygody, jaką jest samodzielne docieranie do źródeł własnych korzeni. To praca prawie detektywistyczna. Jednak dopiero po osiągnięciu celu możemy powiedzieć, że znaleźliśmy swoje miejsce w życiu - dodaje Marcin Wiszowaty. - Są też firmy trudniące się ustalaniem pochodzenia. Wśród nich są uczciwe, które przekazują prawdę, nawet jeżeli nie jest ona zgodna z oczekiwaniami klienta, ale nie brakuje też takich, które za duże pieniądze każdemu potrafią odnaleźć przodka, nawet w królewskim rodzie. Warto poradzić się u nas, do kogo się udać.

Biznesmen kontra rycerz

Dzisiejsza szlachta stara się prostować to, co wypaczyła historia. Nie tęskni za monarchią, nie chce tworzyć partii politycznej. Kreowanemu ideałowi biznesmena przeciwstawia etos rycerza, pełnego cnót, potrafiącego dojść do celu w oparciu o zasady moralne i tradycje.

W tym celu Związek Szlachty Polskiej wydaje pismo "Verbum Nobile", prowadzi swoją stronę internetową, organizuje sesje naukowe. W swych publikacjach proponuje wędrówki po dworach, pałacach, muzeach, prezentujących spuściznę ich przodków. Do najsympatyczniejszych należą jednak zjazdy rodzinne.

wisz_balt.jpg (28800 bytes)

Drzewo na 20 metrów

Polacy tworzyli dawniej wielkie rody, choćby klan Lubiczów, Sasów, czy Nałęczów. Ich odbudowa i scalenie to jedno z najważniejszych zadań potomków szlachty.

Zjazd rodziny Stężyckich herbu Rola musiał odbyć się w Stężycy nad Wisłą. Na świecie jest 450 osób noszących to nazwisko. 35 z nich mieszka za granicą. Do Stężycy przyjechało trzystu. Długość ich drzewa genealogicznego przekroczyła 20 metrów,
a najstarsza gałąź, mimo iż nazwisko powstało w epoce jagiellońskiej, sięgała 1151 roku. Wszyscy nerwowo błądzili wzrokiem po tablicach, wyszukując bliższych i dalszych krewnych. Przyglądali się sobie bacznie, odnajdując wspólne dla Stężyckich cechy. Okazało się na przykład, że większość z nich odziedziczyła w genach stanowczość, zdecydowanie i chęć do pracy społecznej.

Piwkowskim natomiast, na ich III już rodzinnym zjeździe, grała nawet orkiestra pod batutą Leona Piwkowskiego, a w ogrodzie profesora Kazimierza Piwkowskiego blisko setka krewniaków posadziła jodłę swojego nazwiska.

- Rodzina daje poczucie jedności i siły - mówi Marcin Wiszowaty.

Pochodzenie Kowalskich

Nazwiskiem - Kowalski, mógł zostać przydomek, który zawdzięczał swe pochodzenie wykonywanemu rzemiosłu
lub miejscu zamieszkania, którym mogła być wieś, folwark, czy miasto o nazwie Kowale. Nawet jeżeli przydomki
"ski" spotykamy wśród przedstawicieli innych warstw społecznych to, jak twierdzą niektórzy badacze, najwcześniej
pojawiły się one wśród szlachty.
Dopiero potem rodowa szlachta zaczęła bronić się przed zalewem nazwisk kończących się na "ski" i zaczeęła łączyć
swoje nazwiska z nazwą herbu np. Ostoja Kowalski czy Wierusz Kowalski.
Jeszcze później zaczęła eksponować swoje sygnety, kartusze herbowe i portrety przodków, dzięki czemu nastąpił
renesans genealogii i heraldyki. I chociaż dla stwierdzenia, czy ktoś jest szlachcicem nie wystarczy już tylko
nazwisko to Kowalscy i tak odwołują się do sławnych przodków o tym samym nazwisku. A byli w ich gronie

dzielni żołnierze, gospodarze ziemscy, a nawet "Kuchmistrz Jej Majestatu" czyly Franciszek Kowalski.
Ów Kowalski, żyjący pod koniec XVII wieku, dbał bowiem nie tylko o dietę samej królowej Marysieńki Sobieskiej,
ale pełnił też inne ważne funkcje dworskie.

Szymon Kobyliński i jego sarmatyzm

- "Ależ jestem wdzięczny Jurkowi Hoffmanowi, że dla kumpelskiej hecy dał mi pobyć przez kilka sekund starodawnym regimentarzem..." - zwierza się Szymon Kobyliński, który wraz z ks. Pawłem Dudzińskim, wybitnym polskim heraldykiem, sympatyzuje ze Związkiem Szlachty Polskiej.

Swój zachwyt pan Szymon wyrażał po włożeniu ciężkiego futrzanego stroju, o którym już Kochanowski pisał: "Poradźcież się rady czyjej, czy to kołnierz u delijej czy delija u kołnierza na grzbiecie tego rycerza?" Miało to miejsce na planie filmu "Ogniem
i mieczem", w którym u boku Gustawa Holoubka odtwarzać mu przyszło postać Mikołaja Ostroroga.

Po tym doświadczeniu Szymon Kobyliński w liście do Marcina Wiszowatego pisał:

- Skoro ubogi duchem prostaczek z Chicago może czuć historyczną więź z rewolwerowcami co dzikszego Zachodu, przydawać chwały knajpom zwanym saloonami, to my też możemy! Ba, powinniśmy podnosić walor naszych klejnotów dawności. Tutejszy saloon - to owa karczma koło Soplicowa (...) a zamiast rewolwerów mamy szable nad szablami wszelkich Wołodyjowskich (...).

W ten sposób oddał sens i cel jednoczenia się dawnej szlachty.

Powrót

15-04-2001