Janusz Trzcianka
Jerzy Kostka "Z rodowego pnia Kostków"
Niejeden z czytelników pamięta,
być może, cieszący się przed laty ogromną popularnością, nie tylko w Polsce,
amerykański serial "Korzenie" ukazujący kolejne etapy dziejów
murzyńskiego rodu , którego protoplastą stał się wiejski chłopak porwany z Afryki
przez handlarzy niewolników. Poszukiwanie korzeni stało się modne w wielu krajach.
Również i u nas powstają - nieraz na specjalne zamówienie nowobogackich -
genealogie, często zresztą zafałszowane, mające przyczynić większego
splendoru posiadaczom, póki co, jedynie pieniędzy.
Nie należy, na szczęście, do
tego rzędu niewielka objętością, ale cenna w swej biograficznej zawartości książka
Jerzego Kostki "Potomkowie Nawoja - ród Kostków" oparta tylko w
części o źródła heraldyczne i liturgiczne (bo wszak chodzi tu m.in. o Patrona Polski
św. Stanisława Kostkę i kilka kobiet z tego rodu zmarłych w opinii świętości
a także - niektórych biskupów tego nazwiska ). Impulsem do wspomnianego,
ciekawego nie tylko dla "potomków Nawoja" opracowania stała się - jak pisze
jego autor na wstępie - "monografia napisana przez mego stryja
Wacława Michała Kostkę pod tytułem : Historia, lub kronika rodzinna domu mych
rodziców (rękopis w posiadaniu rodziny)". Jerzy Kostka zaznacza, że pragnie
"utrwalić historię mojego rodu". Nic w tym zdrożnego, skoro od
stuleci czynią to wszędzie na świecie zasłużeni autorzy i pamiętnikarze. Ród,
którego herb - Dąbrowa - został nadany za zasługi na polu bitwy, a nazwisko, jak wiele
innych w Polsce - wywodzi się od "Nawoja Rostkowskiego, który wyróżniał się
cechą anatomiczną w postaci niewielkiej narośli kostnej na lewym policzku".
Ród ten wydał zasłużonych dla kraju wojewodów, hetmanów, starostów i
kasztelanów. Z biegiem lat pozostał jednak w cieniu nazwisk arystokratów, którym
tytuły hrabiowskie nie przyznawane nigdy w Rzeczypospolitej, nadały
obce dwory. W tym właśnie, dziś docenianym powszechnie, aspekcie poszukiwania korzeni
lektura "Potomków Nawoja" staje się szczególnie pouczająca,
przywracając narodowej pamięci losy ludzi, którzy wyróżnili się patriotyzmem i
osobistą prawością.
Publikacja ma jednak pewne braki,
co poniekąd można uznać za zrozumiałe, gdy jej autor już we wstępie zastrzegł:
"praca nie może mieć charakteru naukowego, gdyż nie jestem z wykształcenia
heraldykiem , ani genealogiem".Jednakże sumienność autorska wynagrodziła
część wspomnianych braków, do których trzeba zaliczyć - przede wszystkim -
niedostatek informacji o losach opisanego rodu w stuleciach XVIII - XX . Warto byłoby
uzupełnić te niedostatki w kolejnych wydaniach pracy, które przygotowuje autor,
zwracając się publicznie do żyjących w kraju i zagranicą członków rodu
Kostków o nadesłanie na swój adres koszaliński (Jerzy Kostka, ul. Jana Pawła II
13A/18 Koszalin 75- 452, tel. 094- 3453829, e-mail" jkostka@promail.pl) danych biograficznych
własnych - i znanych przodków.
W szczególności byłoby bardzo
interesujące bliższe poznanie przyczyn pauperyzacji tej licznej rodziny przed wiekami
posiadającej rozległe dobra i wpływy na dworach królów Polski. Pewną wskazówkę, co
do ustalenia wspomnianych przyczyn, daje już autor w pierwszym wydaniu "
Potomków Nawoja" pisząc, iż "żaden z Kostków nie złożył
przysięgi homagionalnej na wierność królowi pruskiemu, ani też nie skorzystał z
przywileju wstąpienia do szkół kadetów, a także nie sprzedał Prusakom swojej ziemi i
nie dał się zgermanizować". Kontrastuje to dobitnie z postawą aż nazbyt
wielu polskich rodów arystokratycznych, które w dobie rozbiorów we wszystkich trzech
zaborach nieraz za cenę zdrady interesów kraju wysługiwały się obcym dynastiom i za
ich protekcją utrzymały dobra i znaczenie, przy tym skutecznie wynaradawiając swoich
potomków. Innych przyczyn wspomnianej pauperyzacji rodu Kostków można poszukiwać w
odnotowanej przez autora wielodzietności kilkunastu generacji, która z czasem musiała
powodować podział dóbr ziemskich między licznych synów i córki. Przy wstrzymaniu, z
wyżej podanych przyczyn, jakiejkolwiek donacji ze strony monarchii zaborców
postępowało ubożenie rodu, do czego przyczyniły się też kolejne wojny, a ostatecznie
- powojenna reforma rolna. Uzyskaliśmy dodatkowe dane, iż autor cieszy się w miejscu
swojej pracy i całym regionie pomorskim ogromnym autorytetem społecznym i zawodowym,
także jako działacz ruchu ludowego i spółdzielczego i jest też znany z wielkiego,
zobowiązującego zaufania, jakie okazuje współpracownikom. Część tego cennego
zaufania przeniósł też zapewne, do relacji prezentowanych mu przez
korespondentów, które wykorzystał w publikacji o dziejach rodu. Ale wiadomo niestety,
że "nie wszystko złoto, co się świeci" i fakt np. że ktoś
używa nazwiska Potockich (jak choćby słynna ostatnio ze skandalicznych sejmowych
opowiastek Anastazja P. ) nie oznacza jeszcze bynajmniej - genealogicznych związków
arystokratycznych. Dlatego należałoby autorowi doradzać staranniejszą w przyszłości
selekcję danych o Kostkach, do czego przyczynić się mogą kolejne, planowane zresztą
przez niego zjazdy rodzinne. Wiadomo, iż pierwszy taki, swego rodzaju weryfikacyjny
zjazd, odbył się przed kilkoma laty i dostarczył niemało cennych informacji "o
konarach, gałęziach, odgałęzieniach, odnogach i gałązkach zasadniczego pnia
potomków Nawoja".
Publikacja Jerzego Kostki, o
którą bezskutecznie wobec wyczerpania nakładu, ubiegają się obecnie biblioteki,
doczekała się już kilku recenzji w pomorskiej prasie regionalnej. Charakter tych
czasopism - wyznaniowy, lub wąsko pojmowany - literacki, zmusił jednak najwyraźniej
autorów wspomnianych recenzji do ograniczenia się w ocenach jedynie do kilku tylko
aspektów pionierskiej przecież pracy i bardzo pobieżnego przeglądu zawartych w
niej nietuzinkowych biogramów Kostków. I tak Tadeusz Sznajderski w "Roczniku
Koszalińskim 1995" akcentuje np. wpływ Kostków na dzieło Komisji Morskiej,
powołanej przez króla Zygmunta Augusta jako pierwsze na świecie ministerstwo żeglugi.
Z kolei w kwartalniku województw północnych "Jantarowe szlaki" (nr
4/1995 ) podkreślono, iż "Kostkowie herbu Dąbrowa po dzień dzisiejszy
uczestniczą w życiu społeczno - gospodarczym Polski, zajmując niekiedy wybitne
stanowiska", zaś sam autor recenzowanej publikacji "jest od wielu lat
dyrektorem Oddziału Wojewódzkiego Banku Gospodarki Żywnościowej w Koszalinie".
Natomiast "Koszalińsko - Kołobrzeski Gość Niedzielny" - tygodnik
katolicki w wydaniu z datą 17 września 1995 r zauważa sentencyjnie, że "każdy
przecież przodków posiada, choć najczęściej, zauważa, nieherbowych" zaś
odbiorcami recenzowanej pracy są przede wszystkim inni Kostkowie, z którymi autor chce
się skontaktować, poznać i umocnić więzi pokrewieństwa przez budowanie rodziny
wielopokoleniowej. Podobnie parafialny miesięcznik "Nasze Życie"
wydawany przez parafię im. Ducha Św. w Koszalinie wydobywa na plan pierwszy informację,
iż autor jest ojcem pięciorga dzieci i poleca tę książkę, która "oprócz
wartości rodzinnych posiada też walor społeczny" pamięci o przodkach.
Nie należy jednak sądzić, że
jedynie przywrócenie pamięci o zasłużonych "Potomkach Nawoja"
będzie głównym motywem przyszłych wydań pracy pod tym tytułem. W istocie
dzieje różnych rodzin, to przecież nieodłączny element dziejów polski,
wspólnych dziejów narodu. I w tym właśnie aspekcie pionierska - podkreślmy ponownie -
praca Jerzego Kostki wydaje się być szczególnie wartościowa.
28-01-2001