Dariusz Marchewka
Bracia Sławińscy - właściciele Bedlna i Leszna

W podkutnowskiej wsi Leszno znajduje się okazały dwór, z którym związana jest historia, na tyle niezwykła i zajmująca, aby stać się kanwą opowieści o wojennym polskim losie, przywiązaniu do krainy młodości i magii miejsca, w którym ona upłynęła. Na epilog tej opowieści przyszło czekać jej bohaterkom blisko półwiecze, kiedy to w świetle lamp filmowych i obiektywów kamer, spotkały się po raz pierwszy w życiu na schodach leszczyńskiego dworu. I chociaż taśma celuloidowa nie oddaje w pełni całej palety wzruszeń dwóch starszych pań uwiecznionych w kadrze filmowym, to i tak uważny obserwator spostrzeże, z jakim ciepłem i serdecznością wspominają czas spędzony w miejscu swej młodości. Dokumentalny film w reżyserii Wiesława Saniewskiego i Krystyny Hamer zatytułowany “Dwie Marie” jest w istocie opowieścią o tym jedynym miejscu na świecie “drogiemu memu, a przypuszczam, że i Twojemu sercu’, jak napisała jedna z bohaterek filmu.

Dwie Marie

Był październik 1992 roku. List, którego nadawczyni mieszka w Argentynie, dotarł do adresatki w Australii. Maria z Buenos Aires pisała do Marii z Melbourne : “ Jeśli zdarzy się, że mój list dojdzie do Twoich rąk, na pewno zdziwi Cię. Piszę go, bo chociaż nigdy nie poznaliśmy się, łączą nas jedni i ci sami ludzie, zdarzenia, a przede wszystkim miejsce- kawałek ziemi w Polsce”.Tym kawałkiem polskiej ziemi, który z rządzenia historycznych wypadków nierozerwalnie połączył biografie obu kobiet, było Leszno położone nieopodal Kutna. Aby zrozumieć całą dramaturgię tego spotkania po latach, trzeba cofnąć się w czasie, aż do srogiej okupacyjnej zimy 1940 roku, która w pamięci polskiej Marii pozostanie czasem końca radosnego dzieciństwem i pogodnej młodości. Zmuszona wraz ze swoimi najbliższymi do pośpiesznego opuszczenia rodzinnego domu, żegnała się z nim, nie zdając sobie sprawy , że będzie to pożegnanie na zawsze. Spędziła w nim dziecięce lata, otoczona troskliwą opieką dziadków, którzy po przedwczesnej śmierci matki dziewczynki Wandy z Hyżyckich Janowej Sławińskiej z Bedlna, zajęli się wychowaniem wnuczki. W opuszczonym dworze zostały nie tylko pierwsze radości i smutki, ale wszystkie zabawki i ukochany kuc Marii. Miały one czekać na przybycie nowej niemieckiej lokatorki, której rodzina przybyła z Besarabii, aby zająć miejsce brutalnie usuniętych polskich właścicieli. Niemiecka Maria zajęła miejsce swojej poprzedniczki i przez wszystkie te lata spędzone w Lesznie, nie opuszczał jej obraz nieznanej polskiej dziewczynki, o której przypominały jej pozostawione zabawki i służba pracująca w dworze. Po wojnie niemiecka rodzina udała się na emigrację do Argentyny. Losy polskiej Marii były typowe dla pokolenia wchodzącego w okupacyjną dorosłość, wiodły przez konspirację, udział w Powstaniu Warszawskim, wreszcie emigrację na antypody. Po latach, dzięki szczęśliwemu zbiegowi okoliczności, obie Marie mogły spotkać się na polskiej ziemi.

Dwa majątki

Leszno od drugiej połowy XVIII wieku do lat czterdziestych następnego stulecia było w posiadaniu rodzinny Orsettich. Następnie przeszło we władanie Adolfa Karnkowskiego syna Józefa Karnkowskiego herbu Junosza z Czemanina, za sprawą jego ożenku z panną Eustachią Orsetti. Po nim odziedziczył Leszno jego syn Gustaw Karnkowski, znany i ceniony w okolicy hodowca koni zaprzęgowych. Po jego nagłej śmierci w windzie Hotelu Europejskiego w Warszawie, rada familijna postanowiła wystawić majątek na sprzedaż. Nabywcą okazał się Roman Kazimierz Sławiński herbu Nałęcz z Siedlewa. Ostatnim posesorem Leszna był jego młodszy syn Tadeusz Leon Sławiński.


Dwór w Lesznie. Zdjęcie z lat 30 XX wieku

Dla starszego Jana Wawrzyńca Sławińskiego ojciec zakupił niebawem majątek Bedlno wraz z folwarkiem Kamieniec o łącznym powierzchni 525 hektarów. Dobra te trzymał u schyłku XVIII wieku chorąży inowłodzki Jan Ignacy Stokowski ze Stoków herbu Jelita. Później należały do Ignacego Leszczyńskiego, który był zapewne inwestorem murowanego dworu w Bedlnie. Kolejny właściciel Władysław hrabia Łubieński włączył Bedlno do swych dziedzicznych dóbr dobrzelińskich, wyręczając się w ich zarządzaniu administratorami i wyznaczając pomieszkanie plenipotentom w bedlneńskim dworze. Ostatnim administratorem przed sprzedażą majątku Sławińskim, był Jan Stempowski z Cudnowa na Wołyniu herbu Suchekomnaty, praprawnuk Józefa Gabriela Stempowskiego oboźnego polnego koronnego, starosty cudnowskiego i generalnego regimentarza wojsk koronnych JKM i Rzeczypospolitej partii ukraińskiej i podolskiej.

Dwaj bracia

Bracia Sławińscy urodzili się w Siedlewie, starszy Jan w 1889 roku, młodszy Tadeusz rok później. Byli synami Romana Kazimierza i Antoniny z Wieszczyckich. Obaj otrzymali gruntowne wykształcenie ogólne i zawodowe. Po wstępnych naukach odebranych w zaciszu domowym, dalszą edukację odbyli w Gimnazjum gen. Pawła Chrzanowskiego w Warszawie, gdzie uzyskali świadectwa maturalne. Obaj wybrali studia rolnicze, które ukończyli jeszcze przed wybuchem I wojny światowej. Jan studiował w Akademii Rolniczej w Dublanach, zaś Tadeusz ukończył uczelnię rolniczą w belgijskim Louvain. Wkrótce po otrzymaniu dyplomów objęli rodzinne majątki w Lesznie i Bedlnie. W czasie wojny polsko-bolszewickiej ochotniczo zaciągnęli się do wojska. Jan zgłosił się do armii z własnymi końmi i 12 ochotnikami rekrutującymi się z pracowników majątku Bedlno. Otrzymał przydział do 203 Pułku Ułanów, w którego szeregach walczył w bitwie warszawskiej pod Ciechanowem, a także w bitwie pod Przedwojewem. Za swoją patriotyczną postawę został uhonorowany medalem Obywatelskiego Komitetu Obrony Państwa “Stanęli w Potrzebie”. Tadeusz był szoferem przy Sztabie Głównym Wojska Polskiego, zaciągnął się bowiem w szeregi armii ochotniczej z własnym automobilem. Powróciwszy ze zwycięskiej wojny, bracia bez reszty oddali się zajęciom gospodarskim na swoich włościach. Szczególne osiągnięcia uzyskali w dziedzinie hodowlanej. Jan specjalizował się w hodowli koni anglo-arabskich, których remonty dostarczane były corocznie na potrzeby wojska. Spora liczba najlepszych ogierów i klaczy z bedlneńskiej stadniny była sprzedawana jako reproduktory lub do stajni wyścigów konnych. Obaj bracia utrzymywali na bardzo wysokim poziomie hodowlanym obory zarodowe krów rasy holenderskiej czarno - białej, które były uznawane za najlepsze nie tylko w powiecie, ale i w województwie warszawskim. Mleko od 140 krów z bedlneńskiej obory było codziennie dostarczane do firmy “AGRIL” w Warszawie. Również produkcja roślinna w obu majątkach stała na wysokim poziomie. Uprawiano tam duże ilości pszenicy i buraków cukrowych, w mniejszych ilościach żyto, jęczmień i owies dla potrzeb własnych i ordynariuszy. W Bedlnie znaczne połacie ziemi przeznaczano pod zasiew rzepaku i maku, dla przerobu w miejscowej olejarni.


Roman Kazimierz Sławiński

   


Antonina z Wieszczyckich Sławińska

   


Tadeusz Leon Sławiński

   

Bracia Sławińcy nie zamykali się w opłotkach własnych majątków, ale bardzo aktywnie uczestniczyli w życiu społecznym i gospodarczym powiatu. Byli członkami rozlicznych kółek i organizacji rolniczych, nasiennych, szkółkarskich i selekcyjnych, należeli też do czołowych działaczy Związku Ziemian. Jan Sławiński zapalony jeździec, organizator sportu jeździeckiego - sam brał udział w zawodach hippicznych, uczestniczył w pracach środowiska “koniarzy”. Dzięki jego niespożytej energii i wsparciu finansowemu Bedlno wzbogaciło się o nowy budynek dla 6-klasowej szkoły powszechnej. Z własnych funduszy wybudował remizę strażacką i powołał do życia Ochotniczą Straż Pożarną w Bedlnie. Był również założycielem gniazda “Sokoła”, któremu sam przewodniczył. Jego żona Wanda, absolwentka prawa Uniwersytetu Warszawskiego, była zaangażowana w niesieniu pomocy dla szkoły rolniczej dla dziewcząt wiejskich w Mirosławicach. Sama ciężko chora, zmarła młodo w 1930 roku, z wielkim sercem i oddaniem zajmowała się chorymi wiejskimi dziećmi.

Dwa dwory

Rozkwit gospodarczy obu majątków, dał solidne podstawy do podjęcia na dużą skalę inwestycji budowlanych. Zaowocowały one szeregiem budynków gospodarczych o wysokim standardzie, melioracją pól i elektryfikacją. Na początku lat dwudziestych bracia Sławińscy przystąpili do wznoszenia okazałych siedzib, realizację których w obu przypadkach zlecili łowickiemu architektowi Maciejce. Spod jego ręki wyszły projekty klasycystycznych dworów z elementami późnobarokowymi, całkowicie regularne i symetryczne, których elewacje frontowe akcentują czterokolumnowe jońskie portyki, zwieńczone trójkątnymi gładkimi szczytami. Dwór w Lesznie skomponowany został z części piętrowej i przylegającej do niej części parterowej, załamanej pod kątem prostym. Korpus główny o układzie dwutraktowym poszerzony został w ryzalicie, który umieszczony osiowo na podstawie trapezu, ożywiał elewację ogrodową. Między ryzalitem, a skrzydłem bocznym ulokowano taras ze schodkami na osi. Od szczytu do dworu przylegała dostawiona weranda. Całość nakryta została dachem czterospadowym, przenikającym się z dachem dwuspadowym portyku i namiotowym ryzalitu. Przy realizacji dworu w Bedlnie, architekt wykorzystał istniejącą budowlę narzucając na nią klasycystyczny kostium i prostopadle do niej zaprojektował nową, na planie prostokąta, parterową, z mieszkalnym poddaszem. Odmiennie niż w przypadku Leszna, nakrył dwór dachem mansardowym. Obecnie dwór w Bedlnie, pieczołowicie odrestaurowany przez prywatnego właściciela, można podziwiać z okien samochodu, jadąc trasą Warszawa-Poznań, na mniej więcej setnym kilometrze od stolicy.


Dwór w Bedlnie. Zdjęcie z lat 30 XX wieku

Obie budowle są dobrym przykładem zastosowania w praktyce stylu dworkowego i jego wyjątkowej kariery, która przyczyniła się do zapełnienia polskiego krajobrazu tego typu architekturą. Na uwagę zasługuje również dbałość o architekturę małych form, mostki nad ciekami wodnymi, bramy wiodące do parków. Same zaś parki w Lesznie i Bedlnie były projektowane przez architekta zieleni inż. Kisielewskiego z Poznania. Nie przypadkiem bowiem w Polsce styl dworkowy propagowany był jako realizacja idei ujmującej aspekt estetyczno-kulturowy krajobrazu i domu w krajobrazie.

POWRÓT