Dariusz Marchewka
Zaremba Cieleccy z Sójek

Nieopodal Kutna, przy trakcie ku Płockowi, rozciągają się zabudowania wsi Sójki -starego rodowego gniazda Sójeckich herbu Grzymała. Do ich dziedzictwa oprócz gniazdowych Sójek, należały wsie Wierzbie, Żurawieniec, Komadzyn i Malina, o czym zaświadcza przekaz źródłowy z 1522 roku. W czasach nam bliższych, dobra sójeckie należały do Mikorskich herbu Ostoja, po których za przyczyną działów rodzinnych przeszły we władanie Cieleckich herbu Zaremba. Około 1825 roku wzniesiono w Sójkach murowany dwór fundowany przez Feliksa Cieleckiego, który został ukształtowany całkowicie w ostatnich latach XIX wieku. Można go dzisiaj podziwiać, zagłębiając się w park noszący ślady założenia krajobrazowego, otoczonego gęstym wieńcem drzew wzdłuż linii obrysu parku, skrywającego jego bryłę przed okiem podróżującego traktem płockim. Dwór jest neorenesansowy, choć w jego detalu architektonicznym odnajdziemy elementy neogotyckie. Składa się z siedmioosiowej części parterowej oraz poprzecznych do niej jednoosiowych skrzydeł piętrowych. Części piętrowe posiadały onegdaj bogaty wystrój elewacji frontowej, z którego pozostały jedynie skromne resztki. Ozdobnymi elementami były przede wszystkim opinające skrzydła budowli pilastry korynckie oraz płycinny nadokienne wypełnione roślinną sztukaterią. W części parterowej od frontu, dwór posiada wysunięty do przodu trójarkadowy ostrołukowy portyk z małymi wieżyczkami, nawiązujący wyraźnie do neogotyku. W jego trójkątnym szczycie widnieją dwa herby Nałęcz i Łąbędź, umieszczone na tarczach herbowych z hrabiowskimi koronami. Nad głównym wejściem znajduje się herb Zaremba z klejnotem, który wspomina niegdysiejszych właścicieli dworu.


Dwór w Sójkach. Zdjęcie z początku XX wieku

Wiano panny młodej

Wojciech Cielecki, syn Macieja starosty zgierskiego, wszedł w posiadanie Sójek, Wierzbia i Żurawieńca po ożenku z Brygidą Mikorską, córką Feliksa Antoniego Mikorskiego dziedzica Luszyna w ziemi gostynińskiej oraz Woźnik Wielkich i Stępowa w Łęczyckiem. Ślub odbył się już po śmierci ojca panny młodej, a ustanowiona stryjowska opieka przeznaczyła dla niej w wianie z rozległych dóbr rodzinnych, Sójki z przyległościami. Było to zapewne po myśli Wojciecha, który otrzymał wówczas po Wacławie Nieborowskim starostwo muchnowskie, składające się ze wsi Muchnów, Muchnice, Przyzórz, Trębki i Skórzewy. Siedzibą starosty był Muchnów bezpośrednio graniczący z dobrami Sójki, przeto ożenek po sąsiedzku nie przeszkadzał w pełnieniu obowiązków starościńskich. Cielecki mógł również liczyć na przychylność opiekunów żony, był bowiem rodzonym bratem Andrzeja Cieleckiego kolegi w marszałkostwie konfederackim Franciszka Ksawergo Mikorskiego, przyrodniego brata ojca Brygidy Mikorskiej.

Przyrodni bracia

Feliks Ostoja z Mikorzyna Mikorski “mąż wielce szanowany”, był synem Jana Mikorskiego, stolnika gostynińskiego i Doroty Skarbkówny. Już w roku 1758 pełnił z województwa rawskiego funkcję deputacką na Trybunał Koronny, zaś w roku 1764 posłował na sejm elekcyjny z ziemi gostynińskiej i podpisał wybór Stanisława Poniatowskiego. W roku 1768 kiedy jego przyrodni brat, Franciszek Ksawery, dzielnie stawał w polu na czele konfederatów barskich, był wbrew woli konfederacji marszałkiem trybunalskim. Wybrany do laski marszałkowskiej, pomimo małej liczby sędziów z powodu bojkotu wyborów, prowadził rozprawy pod kuratelą wojsk rosyjskich gen. Drewicza. Dopiero po kilku miesiącach udało się konfederacji łęczyckiej pod Janem Szczawińskim rozpędzić Trybunał, a marszałek Mikorski musiał salwować się ucieczką. W późniejszych latach w nagrodę za wierną służbę otrzymał urząd sędziego ziemskiego gostynińskiego i zasiadał w Sądach Zadwornych obojga narodów. Zmarł w 1779 roku, pochowany został w kościele parafialnym w Gostyninie. Na jego nagrobkowym epitafium, które uległo wraz z gostynińską farą zagładzie w czasie ostatniej wojny, widniała wierszowana inskrypcja następującej treści:

Stań przechodzący czytając te wyrazy,
A wnet dowiesz jakie śmierci razy.
Feliks Ostoja Mikorski mąż prawy
Z cnót i urzędów w życiu pełen sławy
Był sędzią ziemskim gostynińskim czas długi,
Z niego Trybunał miał wielkie przysługi,
Bo Deputatem, Marszałkiem w koronie,
Jaśniał, trzymając wszelkie prawo w porze,
I Assesorem na Sądy Zadworne,
Zasiadał, dając zdanie przewyborne.
Teraz się w grobie tu między trupami,
Mieści społecznie ze swemi orderami.
Prawym był sędzią za życia i wszędzie,
Więc Sądu Pana boić się nie będzie.

Feliks Mikorski pozostawił syna Dionizego i trzy córki. Oprócz Brygidy poślubionej Wojciechowi Cieleckiemu, jeszcze Balbinę i Izabelę. Ta ostatnia została żoną Franciszka Ksawerego Dmochowskiego herbu Pobóg, ex-pijara, znakomitego tłumacza “Satyr” Horacego, “Eneidy” Wergiliusza i “Raju utraconego” Miltona. Jej syn, Franciszek Salezy Dmochowski również zasłynął na polu literackim.

Pamięć o bitwie konfederatów pod Sójkami

W czerwcu 1768 roku okolice Sójek stały się miejscem znacznej bitwy konfederatów barskich z oddziałem rosyjskim pod pułkownikiem Wołkońskim. Siły polskie mimo pozyskanej pomocy Łęczycan, Wyszogrodzian i Sochaczewian nie zdołały przechylić szali zwycięstwa na swoją stronę, zadały jednak nieprzyjacielowi znaczne straty i zmusiły go do szukania pomocy w garnizonie płockim. Na czele sił konfederackich stali marszałkowie, gostyniński Mikorski i dobrzyński Mazowiecki. Pamięć o tych wydarzeniach przetrwała wiele dziesiątek lat, przekazywana z ust do ust przez kilka pokoleń domowników sójeckiego dworu, aby przybrać ostatecznie formę pisemną pod koniec XIX wieku. Jak to bywa w takich razach, nie ustrzeżono się od koloryzowania faktów i mieszania fikcji z rzeczywistością. Do opowieści wprowadzono przeto osobę Drewicz, najgroźniejszego pogromcę konfederatów, który w istocie nie brał udziału w potyczce pod Sójkami, przypisując mu barbarzyńskie okrucieństwo, walkę ze świętą wiarą katolicką oraz pogwałcenie szlacheckich swobód. Czyli wszystkie te rosyjskie przewiny, przeciw którym zawiązano związek konfederacki w Barze. Równie nieprawdziwą była śmierć księcia Golicyna zadana z ręki Seweryna Trzcińskiego, którego osoba jest mocno eksponowana w opowiadaniu, chyba aby podkreślić wkład w zmaganiach bitewnych miejscowej szlachty. Zresztą sam bohater, dożywszy sędziwego wieku, mógł być jednym z uczestników wspomnieniowych spotkań w sójeckim dworze tym bardziej, że jego dziedziczne Sklęczki leżały w najbliższej okolicy. Możliwe też, że o znaczącej roli ojca w spisanym przekazie, zdecydowała osoba jego syna Franciszka Trzcińskiego, wybitnej postaci w okresie insurekcji narodowej z 1831 roku. Mimo tych wszystkich przeinaczeń i nieścisłości warto zapoznać się przekazem, choćby jedynie z tego powodu, że jest on żywym przykładem kultywowania narodowych dziejów po dworach szlacheckich.

Drewicz lekceważył sobie Mikorskiego i wysłał przeciw niemu jedynie dwa szwadrony kirasjerów i sotnię kozaków pod dowództwem księcia Golicyna. Wyruszył tedy równocześnie Golicyn na Mikorskiego, gdy sam Drewicz z piechotą i armatami wyszedł z Łowicza na Andrzeja Cieleckiego marszałka konfederacji sieradzkiej, do którego przyłączyła się szlachta łęczycka, aż z pod Uniejowa i Gostkowa ”hordą uniejowską” zwana. Golicyn bez skutku szukając wciąż wymigającego się przez kilka dni Mikorskiego, stanął w końcu znużony kwaterą w Zalesiu gdzie mieszkał Lenczewski. W czasie obiadu wpada do dworu oficer wołający - “Jesteśmy otoczeni, Polacy na nas nacierają”. Lecz mimo szybkiego zorganizowanej obrony, żołnierz rosyjski musiał ulec gwałtownemu atakowi konfederatów, którzy pałaszami rąbiąc po opłotkach, stajniach, gdzie tylko Moskala natrafią. Golicyn zebrawszy garść swoich w czworobok ostrzeliwał się zajadle. “Żywcem go wziąć nie zabijać” - wrzeszczy Mikorski. Tymczasem ktoś krzyknął, że Rosjanom pomoc nadchodzi, Mikorski więc do Golicyna -”Poddaj się”, a usłyszawszy na to odpowiedź - “Nie”. Zwraca się do Sewryna Trzcińskiego, ze Sklęczek - “ Nie ma czasu się bawić, dmuchnij mu w ucho panie Sewerynie”. Trzciński wnet wypalił w sam łeb, znakomitym strzelcem będąc. Poległ Golicyn z nim cała komenda została wycięta w pień. Dombski z Leśniewic zaś rzucił się na Kozaków i pędził ich aż pod Wolę Kiernozką. Wiadomość o tej klęsce doszła Drewicza, gdy staczał walkę z Cieleckim. Ruszył natychmiast forsownym marszem na zwycięskiego Mikorskiego i stanął w opuszczonym Zalesiu. Polacy dla udczenia męstwa Golicyna postawili krzyż, Drewicz nie uszanował pamiątki, dwór w Zalesiu zrabował i spalił, samego Lenczewskiego pałkami ubić kazał.

Drewicz skierował się do Luszyna, gdzie stanął obozem Mikorski. Mikorski zręcznie obszedł, a Drewicz za nim, blisko tydzień, aż dopadł go pod Kutnem. Wojska rosyjskie szły od Kutna traktem do Sójek w szyku bojowym, kozacy naprzód wyjazdem, dalej piechota w eszelonach zwartymi kolumnami, wreszcie działa polowe, po obu stronach jazda. Polacy stawili czoła pod kątem rozwartym, jazda na lewym skrzydle w polu, strzelcy piechotni w folwarku Sójki między stodołami i budynkami dworskimi. Stary wyga Drewicz najpierw granatami zapalił stodoły, stąd strzelcy rejterować musieli. Jazda polska dostawszy kilkadziesiąt strzałów armatnich i widząc zamieszanie pośród piechoty nie śmiała wykonać szarży, która by dokonała dywersji, zwłaszcza gdy zabito konia pod jej dowódcą majorem Zaborowskim. Ostatecznie cofnęła się aż za Sójki, pod las na drodze ku Muchnicom i tam stała w skupieniu. Moskale zaatakowali, lecz straciwszy sporo ludzi, cofnęli się do Sójek, dając przez to czas Mikorskiemu na wyślizgnięcie się z matni. W bitwie tej poległo obustronnie kilkaset ludzi. Matka Mikorskiego dostała się do niewoli. Drewicz kazał ją batogami obić. Nad nieżywym Gąsiorowskim, pastwił się robiąc trupa. Wziętych do niewoli zesłał na Sybir, wrócili po zgonie Katarzyny, kiedy car Paweł ogłosił amnestię.

Stary sługa

Z osobą Wojciecha Cieleckiego ostatniego starosty muchnowskiego, związana jest dość niezwykła historia. Wracają do swoich dóbr z Warszawy, gdzie bawił w interesach, nagle zmarł w Łowiczu. W podróży towarzyszył staroście jedynie długoletni zaufany sługa. Gdy rodzina zjechała się na pogrzeb do Łowicza, jej zdziwienie wzbudził brak gotówki u nieboszczyka, gdyż wiadomo było, że wracał po dokonaniu znacznej transakcji leśnej. Służący wkrótce potem zwolnił się ze służby, co przy jego wieku i długich latach pełnienia obowiązków wydawało się być zupełnie naturalne. Czas mijał, upłynęło blisko ćwierć wieku. Sukcesor ojcowskiej schedy, jedyny syn Wojciecha z drugiego małżeństwa z Pelagią Kleniewską, w chwili śmierci ojca nie doszedł lat sprawnych. Na jego majątku rada familijna ustanowiła więc opiekę, wyznaczając Józefa Kleniewskiego na zarządcę dóbr. Był on mężem Ludwiki Cieleckiej, córki Wojciecha i Brygidy Mikorskiej, zmarłej w 1799 roku, pochowanej w starym kościele parafialnym w Kutnie, z którego zachowała się po dzień dzisiejszy jej nagrobna płyta. Kuratela rodzinna nad dobrami małoletniego Cieleckiego, jak to często bywało okazała się niefortunna, tak dalece jednak, że gdy Feliks doszedł do pełnoletniości i objął spuściznę, znalazł się w obliczu ruiny finansowej wobec konieczności spłaty ogromnych długów. Zdawało się, że likwidacja dziedzicznej fortuny jest nieunikniona. Jak utrzymuje rodzinna tradycja, w onej chwili otrzymał list, zawiadamiający go, że w jednym z warszawskich banków jest zdeponowana na jego imię znaczna suma pieniężna. Była to kwota tak poważna, że mógł od razu uregulować wszystkie ciężary i należności i stał się człowiekiem zamożnym. Jak się później okazało był to zwrot “pożyczki”, zaciągniętej przez owego służącego w chwili śmierci chlebodawcy, która dłużnikowi przyniosła szczęście i powodzenie, choć nie była zupełnie prawidłowa. Uczciwy syn owego służącego dowiedziawszy się o stanie majątkowym Cieleckiego, całą kwotę wraz z procentami za minione lata zdeponował w banku.

Czasy narodowych powstań

Feliks Cielecki po nader szczęśliwym ugruntowaniu swojej wysokiej pozycji majątkowej, zawarł związek małżeński z Franciszką z Zawiszów Czarnych, córka Barnaby i Krystyny z Radwanów Zamulewiczów, która wniosła mężowi w posagu dobra położone w ziemi dobrzyńskiej. Rychło małżonkom przyszedł na świat pierworodny Zdzisław, a następnie kolejni synowie Władysław i Stefan oraz jedyna córka Jadwiga. Po wybuchu powstania listopadowego Feliks Cielecki pozostawił na włościach sójeckich młodą żonę i dziatki, sam zaś zaciągnął się w szeregi powstańcze. Podobnie jak okoliczna szlachta wszedł do formującego się na miejscu 2 -Pułku Mazurów. Przez cały okres wojny walczył w jego szeregach w randze porucznika, a po upadku insurekcji przeszedł granice Królestwa i znalazł się w Krakowie. Stamtąd powrócił do Sójek składając wiernopoddańczą przysięgę, co pozwoliło mu ochronić swoje dziedziczne dobra przed konfiskatą. Następne lata upłynęły Feliksowi na zajęciach gospodarskich i na tym polu osiągnął znaczne sukcesy. Sprowadził do swych dóbr osadników-smolarzy, których osadził w założonej przez siebie wsi Bociany, położonej na skraju znacznego kompleksu leśnego. Zaś w 1849 roku rozpoczęła produkcję zbudowana w Sójkach cukrownia “Maria”, zatrudniająca w okresie kampanii około 100 pracowników.

Ostatni okres życia Feliksa Cieleckiego (zmarł 24 kwietnia 1868 roku) był naznaczony rodzinną tragedią po stracie najmłodszego syna Stefana, który wyrokiem sądu polowego za udział w powstaniu styczniowym, został skazany na karę śmierci i rozstrzelany w Modlinie 14 listopada 1863. Rok przed mężem zmarła Franciszka, jej grób na cmentarzu parafialnym w Kutnie, zdobi pomnik wykonany z piaskowca, który pomimo znacznej destrukcji jest wyrazem kunsztu XIX -wiecznej sztuki sepulkralnej.

Po zmarłym ojcu, Sójki dostały się najstarszemu z synów Zdzisławowi, gospodarującemu dotychczas w Suminie w powiecie lipnowskim. Jego żoną została Wanda Cielecka, córka Ferdynanda, członka Stanów Galicyjskich, właściciela Byczkowiec w powiecie czortkowskim i Honoraty z Pstrokońskich. Rodzony jej brat Włodzimierz Zaremba Cielecki ożenił się z Zofią Nałęcz Moszyńską, ta parantela będzie miała znaczenie dla rodzinnej sagi w niedalekiej przyszłości.

Fortepian Liszta

Onegdaj stał w Sójkach stary palisandrowy fortepian, otaczany wielką dbałością domowników, dar niezwykłej kobiety, księżnej Karoliny Wittgenstein, o której współczesny jej czasom poeta włoski Cesare Cauta, powiedział że “ jest kobietą najbardziej wykształconą w naszej epoce”. Fortepian ten był upominkiem dla Wandy Cieleckiej, serdecznej przyjaciółki księżnej z lat młodości, a koncertował na nim sam Franciszek Liszt w czasie swych ukraińskich wojaży. Gorąca przyjaźń przetrwała próbę czasu i nie przerwało jej nawet opuszczenie kraju przez księżnę. Zdecydowała się ona na ten krok po poznaniu Liszta, którego gościła wraz ze swym mężem księciem Mikołajem Sayn-Wittgenstein w ukraińskich Woronińcach. Towarzyszyła następnie wirtuozowi w jego podróży do Lwowa i Kamieńca, i odtąd stała się jego natchnieniem i towarzyszką życia. Opuściwszy męża i kraj osiadła w Weimarze, gdzie utrzymywała znany salon literacki. Po uzyskaniu w Watykanie rozwodu, zawarła ślub z Lisztem, ale papież Pius IX go unieważnił dekretem rozwodowym “ex informata conseiente”. Jak wówczas mówiono stało to się pod wpływem księżnej Odescalchi z domu Branickiej, zaś sama intryga miała początek w pobożnym i cnotliwym Krakowie, u siostry księżnej Adamowej Potockiej z Krzeszowic. Zawiedziony Liszt został w końcu księdzem i zamieszkał wśród wielkich cyprysów rzymskiej willi d’ Este, należącej do kardynała Hohenlohe, oddając się muzyce religijnej i rozmyślaniom filozoficznym. Księżna Karolina podążyła za ukochanym i odtąd przez 25 lat, aż do swej śmierci mieszkała w Rzymie przy Via Bebuino 89. Tutaj odwiedziła księżnę córka jej przyjaciółki z Sójek Maria Stefania z Cieleckich hr. Moszyńska ze swym siedmioletnim synem Janem. W czasie tej wizyty odbyło się prawykonania dwóch utworów Liszta ”Cyprysów z willi d’ Este” i “Aniołów stróżów”, na które zaproszeni zostali jeszcze Karol hrabia Załuski, wnuk Michała księcia Ogińskiego oraz Henryk Siemiradzki.

Rodzinne swaty

Maria Stefania Cielecka córka Wandy i Zdzisława, wyszła za mąż za Jerzego Moszyńskiego, którego rodzona siostra była za Włodzimierzem Cieleckim. Jerzy był synem z drugiego małżeństwa Piotra Moszyńskiego, marszałka szlachty wołyńskiej, spiskowca, sybiraka, kolekcjonera i filantropa. Za swą działalność patriotyczną i kontakty z wolnomularstwem aresztowanego w 1826 roku i skazanego na 12 lat zesłania do Tobolska. Od 1840 roku Piotr Moszyński zamieszkał na stałe w Krakowie, zaś swoją całą olbrzymią fortunę na Wołyniu i Podolu oddał pochodzącej z pierwszego małżeństwa córce Józefie zamężnej za Józefem Szembekiem. Był on też dziedzicem wspaniałej rodzinnej kolekcji dzieł sztuki, rękopisów oraz wartościowej biblioteki. Miał bogate zbiory grafiki, obrazów, porcelany, ceramiki, militariów i numizmatów. Część z tych wartościowych przedmiotów trafiła do sójeckiego dworu.

Małżeństwo Stefanii i Jerzego hr. Moszyńskich nie trwało długo. Skończyło się w roku 1878 po sześciu latach wspólnego pożycia wyrokiem rozwodowym Sądu Cesarsko - Królewskiego w Krakowie. Po separacji rodziców najmłodszy syn Jan, był wychowywany przez matkę w Sójkach, natomiast dwaj jego starsi bracia przez apodyktycznego ojca w dobrach Łoniów koło Sandomierza. Ich ojciec w późniejszym okresie dał się poznać, jako mocno kontrowersyjny konserwatysta krakowski i niezmiernie płodny publicysta. Był autorem ponad stu książek i broszur wydawanych własnym nakładem oraz wielu artykułów w prasie. Mawiano o nim w Krakowie, że stanowi “jednoosobowe stronnictwo” i uprawia namiętnie “politykę prywatną”. Było w tej ocenie dużo racji. Rzeczywiście nigdy się nie zdarzyło, aby zabierając głos na zebraniach Klubu Konserwatystów zgodził się z jego polityką.

Matczyna opieka

Matka młodych Moszyńskich w przeciwieństwie do ich ojca, była osobą delikatną i subtelną, obdarzoną przy tym dużymi zdolnościami artystycznymi. W największym stopniu odziedziczył talenty po matce Stanisław urodzony w 1875 roku w Sójkach. Już od dzieciństwa rysował karykatury, malował też portrety i pejzaże, i równie wcześnie zainteresował się malarstwem religijnym. Już po maturze chciał odbyć studia teologiczne, ale ulegając woli ojca wstąpił na wydział rolny uniwersytetu krakowskiego. Przez jeden semestr był też studentem Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie i sporadycznie uczęszczał do szkoły malarskiej Jacka Malczewskiego. Swoje prace malarskie wystawiał w Towarzystwie Przyjaciół Sztuk Pięknych w Krakowie i Salonie Artystycznym Jana Latoure’ a we Lwowie. W 1902 roku wstąpił do Seminarium Duchownego i podjął studia teologiczne. Święcenia kapłańskie otrzymał w 1906 roku. Chory na gruźlicę zmarł w rok później i został pochowany na cmentarzu Rakowickim w Krakowie.

Brat księdza, Jan Chryzostom, dzieciństwo spędził w Sójkach pod opieką matki, zaś młodość w Wiedniu, gdzie ukończył Akademię Theresiana. Jakiś czas bawił na wiedeńskim dworze, będąc cesarskim paziem Franciszka Józefa I. Po zdobyciu wykształcenia i towarzyskiego poloru powrócił w 1898 roku z zagranicznych wojaży, aby poświęcić się zajęciom gospodarskim w rodzinnych dobrach.

Hrabia wójtem

W niepodległej Polsce hrabia Jan włączył się aktywnie w działalność społeczną. W 1919 roku został wybrany prezesem Dozoru Kościelnego w Kutnie oraz prezesem kutnowskiego oddziału Polskiego Czerwonego Krzyża. W okresie wojny bolszewickiej został członkiem Powiatowego Komitetu Obrony Państwa. W lipcu 1920 roku wstąpił ochotniczo do 203 pułku ułanów, z którym odbył kampanię wojenną. Po jej zakończeniu dalej działał czynnie w organizacjach społecznych i filantropijnych. Jednak największe zadowolenie i powód do dumy przyniósł hrabiemu wybór na wójta gminy Sójki, a szczególnie duże zaufanie włościan, co zawsze z wielką dumą podkreślał.


Autograf Jana hr. Moszyńskiego,
mówiący o losach jego dziada
na zesłaniu
  Po wypadkach majowych 1926 roku opowiedział się po stronie marszałka Piłsudskiego i w następnych latach uczestniczył w lokalnym życiu politycznym obozu piłsudczykowskiego. Wziął udział z listy Bezpartyjnego Bloku Współpracy z Rządem w wyborach sejmowych z 1928 roku, jednak pomimo aktywnej kampanii wyborczej, poniósł porażkę, która zniechęciła go do dalszej działalności politycznej. Możliwe również, że niepowodzenie wyborcze legło u podstaw decyzji o sprzedaży majątku i opuszczeniu Sójek. W 1931 roku majątek nabył Leon Marian baron Koryzna, a Jan hrabia Moszyński na zawsze pożegnał rodzinne Sójki i zamieszkał w Toruniu.

Przed opuszczeniem ziemi kutnowskiej, hrabia Jan ofiarował jej mieszkańcom swą bibliotekę składającą się z 2300 tomów. Darowizna ta walnie przyczyniła się do powstania pierwszej z prawdziwego zdarzenia publicznej biblioteki w Kutnie.

 

Powrót