Dariusz Marchewka
Bardzińscy na Głaznowie
i Sokołowie
Bardzińscy h. Habdank posiadali, w XVIII wieku w powiecie łęczyckim, zwarty kompleks dóbr, graniczących od zachodu z gniazdowym Bardzinkiem, w którego skład wchodziły wsie: Głaznów, Bielice, Wojciechowice, Koserz, Pniewko i dział na Ostałowicach. Kolejno: Jan Bardziński, cześnik łęczycki zmarły w 1736 r., a następnie jego syn, Józef, cześnik inowłodzki (1758-65) i stolnik brzeziński (1765-66), byli ich dziedzicznymi posesorami. Sukcesorami tego ostatniego zostali bracia Florian, Wincenty i Ignacy Bardzińscy. Ignacy, najstarszy z nich, po naukach odbytych w łeczyckim kolegium jezuickim wybrał karierę duchowną i został w końcu biskupem sufraganem gnieźnieńskim. Dwaj pozostali podzielili się schedą ojcowską, z której klucz głaznowski przypadł Florianowi Bardzińskiemu, podczaszemu przedeckiemu.
Dzieci podczaszego
Florian Bardziński, żonaty z Scholastyką z Modlińskich, miał pięcioro dzieci. Córka Konstancja została poślubiona Józefowi Kretkowskiemu, starościcowi przedeckiemu i otrzymała pieniężne wiano. Czterech zaś swych synów obdzielił podczaszy dobrami ziemskimi sporządzając w tym celu zapis testamentowy swej woli. Po jego śmierci, 6 grudnia 1825 r., rodzinna fortuna przeszła w ich bezpośrednie władanie. Jan Bardziński, poseł z powiatu orłowskiego, otrzymał Pniewko i część na Ostałowie, według szacunku warte 147 500 złp. Młodszy, Piotr dzierżył Głaznów, wyceniony na tyle co dział starszego brata. Karolowi Bardzińskiemu dostały się Bielice, Wojciechowice oraz Pniewko Wielkie szacowane na 194 000 złp. Najstarszy z synów podczaszego, Nepomucen Bardziński, już wcześniej trzymał nabyte przez ojca w 1810 roku od Feliksa Szadkowskiego dobra Sokołów leżące w powiecie gostyńskim, które w 1825 roku formalnie odkupił od ojca. Pozostały one w rękach rodziny Bardzińskich przez cztery pokolenia.
W czasie powstania listopadowego zmarł bezpotomnie Piotr Bardziński. Jego Głaznów, za przyzwoleniem rodzeństwa, przejął w administrowanie brat Jan, dziedzic Pniewka. Pozostawały w jego władaniu do śmierci 22 listopada 1854, kiedy do spadku po nim wystąpiła wdowa Antonina z Zaborowskich z dziećmi Teresą, Kacprem i najmłodszą Ludomirą Domiccelą. Po śmierci Jana, z wniosku Cecylii z Bardzińskich Celińskiej, otworzył się ponownie spadek po Piotrze Bardzińskim, którego sukcesorami byli: dzieci Nepomucena z Sokołowa, dzieci zmarłego Jana, Karol Bardziński z Bielic oraz Konstancja Bardzińska wdowa po Józefie Kretkowskim. Występująca Cecylia Celińska wnioskowała, aby dobra Głaznów wystawić na sprzedaż. Pozostały one jednak w posiadaniu Bardzińskich jeszcze do 1870 roku, kiedy zostały sprzedane wraz z Pniewkiem za 75.356 rubli w srebrze. Ostatnim właścicielem Głaznowa był Władysław Kiejstut Matlakowski.
O wolność Ojczyzny
Bracia Bardzińscy mężnie stawali w potrzebie rycerskiej o wolność Ojczyzny. Z wielkiej odwagi w boju dał się poznać Jan Bardziński, którego zasłużona sława sięgała daleko poza opłotki powiatu orłowskiego. Brał on udział w wojnach napoleońskich, lecz na swoje nieszczęście był lunatykiem i w czasie wojny w Hiszpanii, mając atak choroby, zaalarmował wojska nieprzyjacielskie, czym przekreślił swoją karierę wojskową i został zwolniony do cywila. Ponownie stało się głośno o Bardzińskich w dobie Insurekcji Narodowej z 1831 roku. Pomimo swoich dojrzałych już lat, wszyscy bracia złożyli akces do powstania. Karol i Nepomucen byli komendantami placu - pierwszy w Łęczycy, drugi w Kutnie, zaś Jan zasiadał w gostyńskim Komitecie Obwodowym.
Bardzińscy na Sokołowie
Nepomucen Bardziński ożenił się z posażną panną Mniewską, siostrą Feliksa Mniewskiego, właściciela Kutna z przyległościami, jednego z najmajętniejszych ziemian w Królestwie Polskim. W czasie jego gospodarowania majątek powiększył się o nowe włości - wsie Zaborów Stary i Nowy. Po jego śmierci dobra odziedziczył syn Zygmunt, który uczynił z nich zasobny i kwitnący pod każdym względem majątek. To właśnie w czasach Zygmunta dwór Bardzińskich w Sokołowie przodował pod względem kulturalnym i społecznym. Gościł pod swoim dachem znamienitych gości, a każdy przybysz obdarzony niepoślednim intelektem był mile widzianym w jego progach.
Po śmierci Zygmunta, w 1884 roku ojcowizna przypadła w udziale Janowi Bardzińskiemu. Powiększył on jeszcze dziedziczną fortunę o sąsiadujące z Sokołowem dobra Belno z kolonią Urszulin. Kupił je w 1917 roku do spółki z Bolesławem Wyganowskim, dziedzicem sąsiedniego Franciszkowa. Jan Bardziński okazał się być znakomitym rolnikiem. Należał do grona najświatlejszych ziemian, dla którego ważnym zadaniem było niesienie na polską wieś oświaty rolnej. Był członkiem Stacji Doświadczalno-Rolniczej w Kutnie, założonej w 1899 roku przez ziemian z powiatów kutnowskiego, łęczyckiego i włocławskiego. Pozostawał w głębokiej przyjaźni ze wspomnianym już Bolesławem Wyganowskim, który przez wiele lat pełnił funkcję prezesa zarządu tejże stacji. W tym miejscu należy wspomnieć, że członkiem jej zarządu był również Władysław Grabski z Borowa, późniejszy prezes Rady Ministrów Rzeczypospolitej.
Jeneralska córka
Zygmunt Bardziński ożeniony był z Józefą Kołaczkowską herbu Habdank, córką jenerała wojsk polskich i Michaliny z domu Kościelskiej, siostry słynnego Sefera paszy Kościelskiego. Ojciec panny młodej, Klemens Kołaczkowski, brat cioteczny księżnej łowickiej Joanny hrabianki Grudzińskiej, kawaler Virtuti Militari i Legii Honorowej pan sympatyczny i rozumny, lecz zimny i sztywny, był jednym z najwybitniejszych oficerów armii polskiej. Absolwent pierwszego kursu Szkoły Aplikacyjnej w Warszawie (uczelni będącej wyższym zakładem naukowym dla artylerii i inżynierii) z 1809 roku. Ukończył ją wraz z późniejszym generałem Ignacym Prądzyńskim. Uczestniczył następnie w kampanii 1809 roku, a przed rozpoczęciem kampanii 1812 roku awansował na stopień kapitana II klasy, aby po jej zakończeniu zostać kapitanem I klasy. W armii Królestwa Polskiego uzyskał przydział do korpusu inżynierów i w 1820 r. awansował na stopień podpułkownika. W tym samym roku przeniesiony został na stanowisko wykładowcy w Szkole Aplikacyjnej, gdzie wykładał do czasu wybuchu insurekcji, uzyskując w 1829 r. stopień pułkownika. Po wybuchu powstania listopadowego pełnił początkowo obowiązki zastępcy dowódcy korpusu inżynierów, a 28 lutego 1831 mianowany został dowódcą inżynierów armii czynnej i awansowany na stopień generała brygady. W sierpniu 1831 roku pełnił przejściowo obowiązki kwatermistrza generalnego i w tym charakterze uczestniczył w naradzie wojennej wspólnie z generałami Łubieńskim i Ramorino, na której postanowiono przeprowadzić atak ogólny na Łowicz, do którego w końcu nie doszło. Był autorem pierwszej monografii o swym przyjacielu generale Ignacym Prądzyńskim, wydanej w 1851 roku w Poznaniu oraz bardzo zajmujących wspomnień, które ukazały się drukiem w Krakowie, ćwierć wieku po śmierci autora.
Jenerałowa Kołaczkowska, w której tkwił styl I Cesarstwa, osoba o dużej wrażliwości na piękno, była szczodrze obdarzona talentami artystycznymi. W pamięci mieszkańców sokołowskiego dworu pozostało wspomnienie o tej wspaniałej damie, która będąca babką wnuczków, potrafiła z młodzieńczym entuzjazmem malować olejno i pastelami mazowieckie krajobrazy. Przy tym znała najnowsze prądy w sztuce i współczesne dzieła literackie, a także z żywym zainteresowaniem śledziła zachodzące wypadki polityczne. Była rodzoną siostrą słynnego Sefera paszy, powstańca, agenta Hotelu Lambert, w końcu generała w służbie tureckiej, którego portret psychologiczny nader udatnie nakreślił Balzak na kartach swej “Komedii ludzkiej”. Władysław Kościelski, bo o nim mowa, urodził się w 1818 roku w majątku rodzinnym Szarlej w powiecie inowrocławskim. Po bardzo burzliwej młodości, wstąpił do armii tureckiej, gdzie walczył chwalebnie pod Eupatorią i w szarży pod Bałakławą. Zakończył wojnę w stopniu generała dywizji i nie zmieniając wyznania przybrał imię Sefera paszy, dostępując wielkich dostojeństw i zaszczytów. Ze względu na stan zdrowia często zapadał na płuca. Przeniósł się, w 1864 roku, do Egiptu, gdzie zaprzyjaźnił się z kedywem Izmailem. Dzięki przyjaźni jaka łączyła go z “wice-królem” mógł ulokować zebrane w Stambule kapitały w akcjach Kanału Sueskiego i dorobić się milionowej fortuny. Po bankructwie Izmaila, którego zrujnowało do reszty królewskie przyjęcie zgotowane Napoleonowi III i cesarzowej Eugenii z okazji otwarcia kanału, Kościelski wycofał się ze służby tureckiej i opuścił Egipt.
Barszcz na zamku Bertholdstein
W 1873 roku Sefer pasza Kościelski
nabył leżący w Styrii zamek Bertholdstein, gdzie urządził
sobie iście bajeczną rezydencję, gromadząc tam przebogatą
galerię dzieł sztuki oraz kolekcję broni orientalnej i
egzotycznej. Samo wejście do zamku robiło już imponujące wrażenie,
była to bowiem długa galeria najrozmaitszych panoplii z broni
wschodnich. Orientalny przepych zamkowych apartamentów
i wielkopańska gościnność zdumiewały nawet tych, co do
dworskich splendorów nawykli. Dość było zachwycić się jakimś
dziełem sztuki, aby otrzymać je na wyjezdnym w prezencie. Kiedy
zaś pan zamku prowadził do stołu damę, której honory oddawał,
biegło przed nim dwóch murzynów w bogatych strojach z lampami,
oświetlających drogę. Chętnie też Sefer pasza Kościelski gościł
u siebie polskich przyjaciół. W Bertholdstein bawiła jego
siostrzenica Zygmuntowa Bardzińska z Sokołowa. W pamięci
rodzinnej zachował się zabawny epizod kulinarny związany z jej
pobytem u ekscentrycznego wuja. Sefer pasza znudzony wyszukanymi
potrawami, wykorzystując obecność siostrzenicy, zażyczył
sobie, aby przyrządzono mu pod jej kierunkiem coś swojskiego -
barszcz, chłodnik, ewentualnie bigos lub zrazy. Pani Bardzińska
znalazła się w niemałym kłopocie. Nie wypadało odmówić prośbie
bajecznie bogatego wuja, o którego względy bardzo jej chodziło,
tym bardziej, że był on z natury apodyktyczny i nie znosił
najmniejszych sprzeciwów. Nie miała jednak pojęcia jak się te
potrawy przyrządza. Słynął co prawda dom Bardzińskich ze
znakomitej polskiej kuchni, ale było to wyłączną zasługą
pana domu i sławnego na całą okolicę kucharza Walerego.
Natomiast pani Bardzińska, osoba wielkiej zacności i dobroci
serca, o dużej kulturze, umiała jedynie gotowe już potrawy
doprawić. Życzeniu wuja stało się jednak zadość. Gdy
nareszcie podano do stołu owe swojskie potrawy, wuj skrzywił się
mocno. Złośliwi twierdzili nawet, że ten nieudany bankiet
narodowy wpłynął na zarządzenie testamentowe bogatego i
bezdzietnego krewnego, który w zapisie nie uwzględnił swojej
siostrzenicy. Przekazał natomiast część swoich przebogatych
zbiorów Zamkowi na Wawelu i poczynił też różne legaty na
cele naukowe.