Zofia Zinserling
Zapomniana społecznica

Nie bez łezki rozczulenia przeczytałam w “Głosie Ziemi Urzędowskiej” z 1998 roku, w artykule pani Anny Myszak, zatytułowanym “Historia szkoły podstawowej w Moniakach”, następujące zdania:
“... Pierwszą szkołę dla dzieci wiejskich założył w 1861 r. ówczesny właściciel dóbr Moniaki Ludwik Zembrzuski... Lokalną inspiratorką walki o język polski w szkole była żona ówczesnego właściciela dóbr Moniaki - Anna Zembrzuska”. Wzruszyłam się, byli to bowiem moi prapradziadkowie, a miło jest dowiedzieć się czegoś dobrego o przodkach, zwłaszcza że przez tyle powojennych lat oficjalna propaganda nie pozostawiała na ziemianach suchej nitki.

Wielu z nich angażowało się w różne sprawy z pożytkiem dla ogółu, jak choćby ci małżonkowie Zembrzuscy, a później ich wnuczka, moja cioteczna babka Zofia Zembrzuska (1868 - 1947).

Po obejrzeniu w 1998 r. audycji telewizyjnej “Gość w dom”, którą nagrano w dworze z Moniak, stanowiącym od niemal dwudziestu lat integralną część muzeum w Janowcu, natomiast ongiś należącym do rodziny Zembrzuskich, pan Tadeusz Piasecki z Puław oddał do muzeum cztery dokumenty, związane z działalnością społeczną i oświatową Zofii Zembrzuskiej. Nazwisko z dworem skojarzył dzięki temu, że kustosz muzeum, pani Ewa Jaworowska-Mazur, zaprosiła do wzięcia udziału w audycji, to zaś, co mówiłam o rodzinie Zembrzuskich z Moniak, przypomniało panu Piaseckiemu, “... że leżała u nas w domu koperta z tymi dokumentami... Wg mojej pamięci mama moja przyniosła te dokumenty po pogrzebie jakiejś znajomej ‘staruszki’ z Lublina, nie mogę skojarzyć dokładnie, kiedy to było, ale na pewno przed 1955 rokiem”. Tą “staruszką” niewątpliwie była Zofia Zembrzuska, gdyż jej młodsza siostra Maria zmarła znacznie później, w 1963 roku.

Otrzymane od pana Piaseckiego dokumenty przytaczam w dosłownym brzmieniu, mówią bowiem same za siebie. Są to: notka autobiograficzna Zofii Zembrzuskiej, notka biograficzna o niej, napisana przez Marię Zembrzuską w 1947 roku (zapewne jako wzmianka pośmiertna, którą może pani Piasecka miała umieścić w jakimś piśmie), kartka od żołnierzy KOP (kserokopia) i list od nauczycielki z Kresów.

Obie notki przytaczam w całości, z zachowaniem ówczesnej pisowni, kserokopię dowodu życzliwości, czyli kartki świątecznej od żołnierzy KOP, dołączam jako ilustrację, z listu nauczycielki natomiast cytuję ciekawsze fragmenty.

“Od roku 1904 mieszkam na stałe [w Lublinie] zajmowałam się zawsze uczącą się młodzieżą w czasie walk o szkołę polską, pomagając biednym chłopcom w utrzymaniu się, w domu naszym odbywały się zebrania młodzieży, jeździłam z niemi na majówki, a raczej na wiece, były zebrania nielegalne ze śpiewami i deklamacyją, niby zabawy dla mojej siostrzenicy, przed miesiącem dostałam odznakę honorową z napisem “Za walkę o szkołę polską". Zbierałam pieniądze na stypendyja dla chłopców na wyjazd do Krakowa, Lwowa, Bernu [Brna?] i Pragi czeskiej, na stypendia do uniwersytetów tamtejszych, aby nie jeździli na uniwersytety do Petersburga i Moskwy, i dziś jest na wyższych stanowiskach trzydziestu paru ludzi właśnie wychowańców tych ukrytych stypendjów. Od roku 1919 będąc na Kresach w Sarnach byłam na strażnicy w Ostkach i od tej pory utrzymuję ścisły kontakt z żołnierzami w dziesięciu strażnicach, za co już od lat sześciu dostałam odznakę “Za służbę graniczną”, jestem wynagrodzona ponad moje zasługi. Posyłam książki, gry, nasiona i otrzymuję listy takie miłe, że gdyby mi czasu starczyło, zawiązałabym stosunki jeszcze z dziesięcioma. Obsługuję cztery szkoły i sześć bibliotek parafijalnych, za parę dni wysyłam całą paczkę z książkami do nabożeństwa, obrazkami, różańcami do Krynek na Wołyniu i do Jeziorzan pow. Tłumacz p. Chocimierz
Zofija Zembrzuska”

“Ś.P. Zofja Zembrzuska, urodzona d. 6/III 1868 r. w Moniakach w powiecie Janów Ordynacki gub. Lubelskiej, wychowanie otrzymała domowe, gdyż rodzice ze względu iż istniały wówczas tylko rządowe gimnazja, nie chcieli tam Jej kształcić. We wczesnych już latach uczyła potajemnie dzieci służby i wiejskie, brała udział w chórach kościelnych - pierwsze zgromadzenie, do którego się zapisała, było* “Zgromadzenie Pań” [to, co w cudzysłowie, przekreślone inną ręką i dodany przypis: *Koło “Praca”, pierwsze ogniwo Ziemianek w Kluczkowicach, z którego powstała cała organizacja Zjednoczonego Koła Ziemianek, obejmująca kołami swemi całą Polskę, ziemianki i włościanki. Pierwsza w świecie.] jako Charitatywne, a właściwie dla pracy ogólno-oświatowej [dopisane inną ręką: tajne za niewoli rosyjskiej].

W roku 1904 wyjechała w rodzicami do Lublina, gdzie zaczęła pracować w tajnych organizacjach oświatowo-patryjotycznych wraz ze ś.p. Włodzimierzem Bochenkiem i Stefanem Radzikowskim i wielu innemi, głównie pracowała nad młodzieżą szkolną, użyczając takowym swego mieszkania na zebrania, rokrocznie urządzała majówki dla maturzystów, na których wygłaszali swe referaty i sprawozdania z prac swych patryjotycznych - po założeniu w r. 1906 Szkoły Lubelskiej została opiekunką takowej, a gdy [w] 1913 pp. Stanisławostwo Śliwińscy ufundowali Bursę dla tejże Szkoły dla synów rolników z okolicznych i dalszych wsi, by nie mieszkali ‘kątem’ u obcych, została opiekunką aż do 1939 r. [W] 1906 roku, gdy rzucono hasło, by młodzież nie wyjeżdżała do uniw. Rosyjskich, a kształciła się za granicą, zbiera nawet najdrobniejsze datki oraz urządza imprezy na ten cel. - W tym też czasie należy też do Tow. Abstynentów, urządza dla takowych zabawy, wycieczki itp. - Wiele też zajmowała się szkolnictwem powszechnem, opiekowała się i zachęcała, by młodzież szła w tym kierunku, i utrzymywała kontakty z temi, którzy już byli na posadach. Największy nacisk kładła na szkoły kresowe oraz zachęcała nauczycielstwo do utrzymywania kontaktu z kościołami tamtejszemi, także należąc do Sodalicji była przewodniczącą stałą sekcji misyjnej, która to zaopatrywała tamtejsze kościołki i kaplice w aparaty, bieliznę, obrazy. - Ze strażnicami KOP utrzymywała stosunki, posyłając książki, tworząc biblioteczki, gry towarzyskie, za co otrzymała o[d]znakę KOP i dowody życzliwości od żołnierzy w otrzymywanych od nich listach. 1938 r. w paź. została udekorowana Srebrnym Krzyżem Zasługi za swe prace, z którym jak sobie życzyła, została pochowana. Zmarła d. 8 marca 1947 r.”


    Życzenia świąteczne i noworoczne
od Korpusu Ochrony Pogranicza (KOP)
Boże Narodzenie 1933

Na awersie : Scena "Z życia Korpusu Ochrony Pogranicza na Polesiu; jedna z dróg patrolowych"

A oto, co pisze do Zofii Zemrzuskiej nauczycielka z Kresów:

“Dużo otrzymałam paczek z ubraniami z Głównego Zarządu P.M.Sz. z Warszawy, ale listu Szanownej Pani nie znalazłam, może nie włożono.
Za posłanie bielizny, sukienek i słodkich rzeczy bardzo dziękuję i zasyłam staropolskie “Bóg zapłać”. Nie spodziewałam się tak pomyślnego obrotu sprawy, wyświadczyło się dzieciom dużo dobra, ale nie ma się uznania ze strony rodziców moich uczniów. W tutejszej wiosce ludność jest bardzo niedobra, sami komuniści. Na dzieci nie mogę narzekać, są o wiele grzeczniejsze niż były przed uruchomieniem szkoły, słuchają mię, uczą się, można z dzieci coś zrobić, ale rodzice psują. To mię cieszy, że skoro się pojawię w wiosce, to pełno koło mnie dzieci, a na zapowiedziane zbiórki chętnie uczęszczają.
Uroczystość choinkowa według uznania członków miejscowego Zarządu Koła P.M.Sz. i państwa leśniczych wypadła nieźle. Klasę ładnie udekorowałam, również choinka ślicznie była przystrojona, było się na co patrzeć, kto żyw był w wiosce, przybył do szkoły. U prawosławnych nie ma choinek, toteż wszyscy byli ciekawi, co to jest ta choinka.
Uczniowie wyuczyli się śpiewać polskich kolend i nieźle zaśpiewali. Podwieczorek były syty, dotychczas wspominają, a niektórzy powiadają, że na drugi dzień nie chciało im się jeszcze jeść. Każdy uczeń dostał kubek kawy, bułkę z boczkiem i z kiełbasą i niemało słodyczy. Słodyczami obdarowano też i małe dzieci. W końcu rozdano dzieciom odzież. Temu trzy tygodnie urządziłam dzieciom drugie śniadanie. Obecnie przygotowuję do “święconego jajka”, wyuczyłam dzieci śpiewać na razie 3-ch pieśni wielkanocnych.
Staram się, aby dzieciom było dobrze ze mną i mnie z dziećmi. Nie chwalę się, ale gdybym na drugi rok dzieci te same uczyła, wyrobiłabym je, chociaż obecnie jest wielka różnica, jestem bardzo ostra, w szkole męczę dzieci, bo w domu się nic nie uczą, ale potrafię się też z nimi tak bawić, jakoby ich koleżanka starsza. Dzieci szalenie kocham i uczyć lubię, uważam, że innego zawodu dla mnie nie ma. Z wielką trudnością go zdobyłam, ale Bozio dopomógł, iż marzenia me spełniły się, nie wiem, jak będzie nadal, bo los zmienny jest na świecie.
Kończąc zasyłam życzenia “Wesołych Świąt” i ukłony

Teresa Grandówna

Golenczyce 2. IV. 1936”

Jak z cytowanych dokumentów wynika, babka moja była przed wojną odznaczana, we własnym mniemaniu “wynagradzana ponad swoje zasługi”, przeciwnie niż później. Po wejściu w życie dekretu o reformie rolnej obie siostry Zembrzuskie musiały opuścić dwór w Moniakach i znalazłyby się bez dachu nad głową, gdyby nie przyjął ich do siebie ma plebanię proboszcz z Bobów, wielkiego serca ksiądz Marcin Ślósarz.

Na jego łaskawym chlebie żyły prawie trzy lata, a choć niczego im nie brakowało, dotkliwie odczuwały samotność. Najpierw, do zakończenia działań wojennych, cztery bratanice odcięte były od nich linią frontu, potem nie mogły przyjeżdżać do Bobów, bo wywłaszczeni ziemianie nie mieli prawa przebywać w pobliżu swych odebranych majątków, Boby zaś leżą w odległości zaledwie dwóch kilometrów od Moniak. Tylko raz odwiedziła ciotki Róża z Zembrzuskich Lutosławska z mężem Zbigniewem, ówczesnym dyrektorem Zakładów Cegielskiego w Poznaniu, więc może mniej narażonym na represje, zwłaszcza że dysponował samochodem, toteż ich wizyta w Bobach przebiegła szybko i niepostrzeżenie.

Dwie bratanice zamieszkałe po 1945 roku w Lublinie, Maria Świerczewska i Hanna Dąbrowska, bez skutku podejmowały starania o umieszczenie ciotek w Schronisku nauczycielek albo na Wiktorynie, bo na prywatnie wynajęty pokój “jako osoby nie pracujące nie dostaną przydziału”, o czym Hanna Dąbrowska w liście z 18 września 1946 roku donosi młodszej siostrze, Zofii Olszowskiej, której rok wcześniej udało się uciec z synami do męża do Anglii.

W sierpniu z kolei pisze: “... znowu nie chcą się ruszać z plebanii. Gdyby ksiądz chciał brać za ich utrzymanie, nie byłoby to złe, ale te gromadzące się długi wdzięczności, które nie wiadomo jak i z czego spłacić, są nieznośne. Teraz miały zostawić mu Ciocie fortepian, bo miał na niego ochotę. Oddały mu wszystko zboże, kartofle, co wywiozły [z Moniak], tak że do tej pory możemy z prezentami od Was jakoś to wyrównać.”

O sobie Zofia Zembrzuska tak pisze do zamorskiej bratanicy 28 grudnia 1945 roku: “... Tak bardzo tęsknię za Tobą i chciałabym zobaczyć Cię jeszcze przed śmiercią... myśmy były na wigiliji u proboszcza, całe szczęście, że przeszła spokojnie, bo tak już druga wigilija bez nikogo swojego... Trzeba zacząć pisać o nowinkach, żeby się zanadto nie roztkliwiać... Same niemiłe rzeczy Ci piszę, ale co robić, kiedy wesołych nie ma, tylko my jesteśmy w takim szczęśliwym położeniu, że oprócz Was... rozmaici ludzie pamiętają, na święta z Moniak Spichowa [?] przysłała nam kawałek polędwicy wieprzowej, mięsa, mąki, cukru i kruchego placka, Ostrowski, fornal z Moniak, koguta, słoniny, cukru, Krakowa [?] z Bobów masła świeżego, tak że dziś robimy raut u siebie... Marylka stara się tym ludziom wynagrodzić, jak może, ale jesteśmy rozczulone pamięcią.”

Zofia, dla mnie “babcia Zosia”, nie zobaczywszy już żadnej z bratanic ani wnuków, prócz Róży, zmarła w marcu 1947 roku w Bobach, skąd “babcia Marylka” furką przywiozła ją do Lublina w trumnie przykrytej workiem. Biedniutki to był pogrzeb, bez przemówień i kwiatów.

Przed śmiercią Zofia Zembrzuska pociechę czerpała z tego, że “ludzie pamiętają”. Niedobrze byłoby, gdyby ta pamięć zaginęła, temu zaś mogłoby zapobiec jedno, a mianowicie nadanie imienia Zembrzuskich - czyli Zofii i jej dziadków Ludwikostwa - nowej szkole w Moniakach, bo jej ustanowiony w 1964 roku patron, generał Karol Świerczewski, na polu oświaty położył znacznie mniejsze zasługi niż oni.

Powrót