Ks. Karol Tomecki, Mścisław
Zamki i pola bitew województwa mścisławskiego.
Podróż sentymentalna.

Księstwo mścisławskie jako jedno z udzielnych księstw Ziemi Smoleńskiej weszło w skład Wielkiego Księstwa Litewskiego w II połowie XIVw. Książętami mścisławskimi byli wtedy bracia Jagiełły Kazimierz Korygajło (1370-1402) i Siemion Lingwen (1402-1430). Cała Ziemia Smoleńska, od Możajska i innych grodów nad górną Oką aż do Orszy i Mścisławia nad Dnieprem i Sożem, była już wówczas terenem rywalizacji moskiewsko-litewskiej. Ostatni książę mścisławski, Michał, uciekłszy na dwór moskiewski, był w okresie wielkiej smuty rosyjskiej jednym z pretendentów do tronu carskiego. Księstwo mścisławskie stało się wtedy województwem, z początku oddzielonym od Moskwy przez województwo smoleńskie, wkrótce jednak, po ostatecznej utracie Smoleńska w 1654r., stało się województwem kresowym.

O tych to czasach pisze Sienkiewicz przedstawiając kompanionów Kmicica, rodem z województwa mścisławskiego, gdzie ich majątki uległy całkowitemu zniszczeniu w wojennej zawierusze. Białoruskie Zadnieprze nie po raz pierwszy ani ostatni stało się wtedy teatrem działań wojennych i zbrodniczej eksterminacji, polem “sławy” rosyjskiego oręża podobnej do bałkańskich i kaukaskich rzezi naszych czasów, ale i wielkim rozdziałem historii białoruskiego i polskiego rycerstwa. Tym ważniejsze jest wspomnienie o tym, że zazwyczaj pamiętamy o Ukrainie, choćby o Dzikich Polach, natomiast dzisiejsza potulnie stowarzyszona z Rosją Białoruś nie wywołuje naszych sympatii.

Przeczuwał to już zapewne Sienkiewicz, kiedy pisze, iż wojska księcia Wiśniowieckiego mogły przeprawić się przez Dniepr dopiero obok Brahina – bo tam ludność była już spokojniejsza i nie poddawała się ukraińskim niepokojom. Otóż Brahin to pierwsze, idąc w górę Dniepru, miasto po białoruskiej stronie obecnej granicy z Ukrainą. Jednak ta cichość białoruskiego ludu okrywa dyskretnym zgoła milczeniem burzliwe losy walki z Wielkim Rosyjskim Bratem. Ograniczony czasem i dostępnym historycznym materiałem, pokrótce chciałbym przedstawić miejsca-symbole tej historii. Historia jest pomieszana – składają się na nią w tych samych miejscach różne warstwy i znaczenia – tym bardziej warta jest jednak pełnego szacunku zgłębiania. Przejdziemy białoruskie Podnieprze, zaczynając od północy, w dzisiejszej już Rosji.

I. Newel, Siebież i Wieliż.
Te północne zamki stanowiły bramę do miejskich republik Tweru i Nowogrodu, a zarazem obronę przed Kawalerami Mieczowymi z krzyżackich Inflant. Później, gdy Inflanty przynależały już do Rzeczpospolitej, a wolny Twer i Nowogród zostały zduszone przez Moskwę, następnym celem carskich wypraw, wściekle dobijajacych się dostępu do Bałtyku, stały się właśnie te zamki. Tutaj przede wszystkim rozgrywały się wojna liwońska 1561-1563r. i kampanie Stefana Batorego. Dalej na północ leżą Wielkie Łuki i Psków. Wieliż pozostał po tych wojnach po litewskiej stronie – Newel po moskiewskiej. Tak i dziś przebiega rosyjsko-białoruska granica. Zamki zgodnie z układem pokojowym zburzono. Ale po obu stronach tej granicy unosi się jakiś nieuchwytny duch zaściankowej szlachty, która tutaj ucieleśniała cały sens herbu “Pogoń” – gdy następowały moskiewskie, tatarskie lub krzyżackie napady, w ślad za uchodzącymi z łupem i jeńcami najeźdźcami ruszała właśnie “pogoń”, by uwolnić jeńców i odebrać łup. To z tych czasów, pierwszych walk z Moskalami, przetrwało powiedzenie “pognać kogoś za możajskie kopy” – hen, pod samą Moskwę. Mścisławskie chorągwie wyprawiały się i dalej – po raz pierwszy przeciw Krzyżakom w 1346r. wraz z innymi wojskami ruskimi i litewskimi. Długosz wspomina o “trzech pułkach smoleńskich” pod wodzą księcia mścisławskiego Siemiona Lingwena, które wsławiły się pod Grunwaldem – jako jedyne z wojsk litewskich nie poszły w rozsypkę po pierwszym starciu z Krzyżakami i wróciły wraz z polskimi chorągwiami do bitwy. To chorągwie smoleńska, orszańska i mścisławska. Bojarzy po bitwie grunwaldzkiej otrzymali tytuły szlacheckie i majątki w znak królewskiego i wielkoksiążęcego uznania. To zapewne z tych czasów pochodzi wioska Ługwieniewo (od zruszczonego imienia Lingwena – Ługwień), ok. 40 km na południe od Wieliża, po rosyjskiej stronie dzisiejszej granicy. W tej wiosce rozgrywa się akcja opowiadania wybitnego białoruskiego pisarza, również rodem z mścisławskiej szlachty, Maksyma Horeckiego. Chłopczyk Chamaczka (Tomaszek) dorasta, boryka się z rusyfikacją w wiejskiej szkole, nie mogąc sprostać trudnej wymowie “poprawnego” (rosyjskiego) języka, przeżywa swoją pierwszą miłość do Hanutki na odpuście w mścisławskim kościele, poznaje wielki świat, gdy starsi koledzy opowiadają o przejażdżkach tramwajem w Smoleńsku, wreszcie – ginie w okopach I wojny światowej. Dziś już wszyscy mówią w tamtych stronach po rosyjsku, może jeszcze po wsiach z jakimś białoruskim nalotem.

Nie sposób nie wspomnieć innego potomka mścisławskich wojów spod Grunwaldu – z zaścianka Dubiejkowo nieopodal Mścisławia pochodził Leon Witan-Dubiejkowski, architekt, który w międzywojennej Polsce budował m.in. klasztor w Niepokalanowie. W 1919r. był pierwszym konsulem wolnej Republiki Białoruskiej w Warszawie. Liczący się działacz polityczny, padł jednak ofiarą intryg bolszewizujących białoruskich socjalistów i wycofał się z polityki. Wreszcie Wilhelm Apolinary Kostrowicki, znany całemu światu jako impresjonistyczny poeta Guillame Apollinaire, wywodził się od samych książąt mścisławskich. Jego krewny, również Kostrowicki, o pseudonimie Karuś Kaganiec, nie wszedł do sławnej bohemy, jednak był jednym z krzewicieli języka białoruskiego w literaturze końca XIX wielu.

Wreszcie Wieliż zapisał się w historii Białorusi jednym z największych antybolszewickich zrywów 1919r., “powstaniem wieliżskim”. Kilkadziesiąt tysięcy ludzi niemal gołymi rękoma przez kilka tygodni walczyło z karnymi oddziałami bolszewików, naprędce z daleka ściąganymi. Spośród epizodów sowieckiej wojny domowej ze szczególną wściekłością tępiono wszelką pamięć o tym zrywie, bowiem w szczególnie silny sposób zaprzeczał on mitowi o “odwiecznej przyjaźni białoruskiego i rosyjskiego narodów”. Nie było tu też oddziałów polskich, na które można by zrzucić winę za “interwencję”.

Z mieczem, piórem czy kreślarskim ołówkiem i ciesielskimi narzędziami, a może tylko z pałającym sercem, każdy stawał za ojczyznę.

II Orsza.
Dla bolszewików to miejsce, gdzie pierwszy raz w 1941r. zostały użyte słynne “katiusze”. Dla Białorusi – miejsce pierwszego doniosłego zwycięstwa dwutysięcznego korpusu pod wodzą Konstantego Ostrogskiego, 2 lutego 1514r., nad pięćdziesięciu tysiącami moskiewskich najeźdźców. “Dzień Białoruskiej Sławy Wojennej”, obecnie zabroniony i zamieniony na 23 lutego – Dzień Armii Czerwonej, na sławne wspomnienie pierwszej ucieczki “czerwonych marynarzy” przed niemieckimi oddziałami w 1918r. pod Petersburgiem. Bitwa pod Orszą jako miejsce sławy żołnierza Rzeczpospolitej, wypisana jest i na Grobie Nieznanego Żołnierza w Warszawie.

Orsza stanowiła północny zawias swoistego “wału Naddnieprza” – zamków położonych wzdłuż Dniepru, zagradzających główny kierunek każdego moskiewskiego uderzenia na Wilno. Na północ od tego wału znajdowały się nieprzebyte lasy i jeziora Witebszczyzny, na południe – bagna Polesia. To tych terenów w I rozbiorze zażądała Rosja, by później już nie martwić się o swobodny wstęp do Polski. Dlatego te tereny w czasie wszystkich wojen z Rosja były bezlitośnie pustoszone przez carskich dowódców, którzy donoszą swemu panu zazwyczaj tylko to, że “spalili i wycięli” – wyliczając dziesiątki miejscowości. Pewien karmelitański kronikarz pisze w końcu XVIIw., iż “w tym dalekim kraju nie może się ostać ani jedna parafia czy kościół, kapłani ze strachem żyją chowając się niby zwierz z powodu terroru sianego przez Moskali”. Nie ubarwia Sienkiewicz lamentu kompanionów Kmicica, których fortuny przepadły na tych terenach.

I któż z nas nie przypomina sobie Kmicica, chorążego orszańskiego? Rodzina Kmitów, z której wywodzili się mścisławscy wojewodowie, do dziś żyje w Mścisławiu. Dumnie piszą się “Kmitto”. Babinicze, od których zapewne Sienkiewicz wziął przybrane nazwisko Kmicica, leżą nieopodal Orszy.

Zabytków zachowało się, co typowe dla sowieckiej rzeczywistości, niewiele. W jednym z największych białoruskich więzień w sowieckich czasach zmarło męczeńską śmiercią kilku księży. Nieopodal Orszy rosyjscy i białoruscy dygnitarze symbolicznie złamali wiosną 1995r. graniczny szlaban na znak ZBiR-owskiej przyjaźni.

W okolicznych wioskach zachowały się jeszcze resztki polskiej świadomości miejscowej zaściankowej szlachty. Jest koło miejscowych entuzjastów, pragnących odrodzić pamięć o historycznej Orszy.

III Romanowo.
To nie zamek. Po prostu traktat pokojowy 1687r. z Andruszewa (dziś po rosyjskiej stronie) określa granicę Rzeczpospolitej z Moskwą “koło Romanowa po rzece Mierei”. Tą Miereję w 1943r. forsowali kościuszkowcy. Romanowo po rewolucji przezwali Lenino. Zbieg okoliczności? A może co do PKWN i Lublina jeszcze nie wszystko było wtedy jasne i na wszelki wypadek szykowano grunt pod ewentualny nowy symbol? Oficerowie zostali kilkadziesiąt kilometrów dalej na wschód, w Katyniu – żołnierze pod wodzą przyszłych “wojskowych doradców” poszli “najkrótszą drogą”.

IV Kopyś i Szkłów.
Leżą po biegu Dniepru kilkadziesiąt kilometrów na południe od Orszy. Znów zapewne przypominamy sobie przywoływane przez Sienkiewicza wspomnienie o dzielnej walce, ale i porażce Wołodyjowskiego i szlachty laudańskiej pod Szkłowem. Zamek został wtedy, w 1654r., zdobyty przez Moskali podczas jednego z typowych rajdów wzdłuż Dniepru – po rzece płynęli łodziami Kozacy i strzelcy, brzegami posuwali się Tatarzy. Odsiecz Radziwiłła, w której uczestniczyli i laudańscy, nie na wiele się zdała. Na spotkanie rajdu po Dnieprze szła od wschodu główna armia carska przez Smoleńsk, Mścisław i Radomlę na Mohylew, którego mieszczanie w nadziei na carskie przywileje otworzyli bramy.

Znów nie dziwota, że jako zdrajcę pod Smoleńskiem Sienkiewicz wymienia jednego z owych wschodniobiałoruskich mieszczan, niejakiego pana Kupcewicza z Witebska. Mieszczanie mohylewscy wcześniej, chcąc rządzić i religią w mieście, nie wpuścili swego biskupa, św. Jozafata, zaś witebscy zamordowali go. Wierność ze względu na doraźne korzyści nie bywa jednak trwała. Dlatego zniecierpliwieni moskiewskimi grabieżami w mieście mieszkańcy Mohylewa w 1661r. wycięli podstępnie carską załogę i otworzyli bramy wojskom Radziwiłła. Na pamiątkę tego zaiste “bohaterskiego” czynu król, który musiał zjednywać sobie podczas ciągle trwającej wojny stany, nadał Mohylewowi nowy herb – rycerz z mieczem w bramie miasta, nad bramą Pogoń. O dziwo, herb ten po czasach sowieckich wrócił i pomimo “przyjaźni” z Rosją stanowi oficjalne godło miasta. Mało kto jednak pamięta o tamtych zdarzeniach. Tak samo jak i o świetności mohylewskich kupców, którzy mieli swój dom handlowy w Pradze – kamienica na praskim rynku stoi po dziś dzień – i robili na handlu z Moskwą złoty interes: skórki kuny, kupowane w Moskwie za 1 rubla, w Pradze osiągały cenę trzydziestokrotnie większą. Nieraz jednak w odwecie za sprzeniewierzenie się “przyjaźni” carowie posyłali Tatarów palić Mohylew, nie tylko w czasie wojny, ale i formalnego pokoju.

O dziwo, w Kopysiu urodził się, a w Szkłowie mieszkał obecny prezydent Białorusi.

V Bychów.
Ta potężna twierdza wśród rozlewisk Dniepru pozostawała niezdobyta przez Rosjan aż do wojny północnej. O jej sławie mówi herb – dwie skrzyżowane lufy armatnie. Tym większy był tryumf Moskali, gdy zdobyli Bychów w 1709r. W paradzie ulicami Mohylewa prowadzili na postronkach jeńców, wśród nich komendanta twierdzy, generała Sinickiego, który zmarł w niewoli na Syberii. To już wtedy car Piotr I rozpoczął polski rozdział katorgi.

VI Mścisław i Radomla
nie leżą nad Dnieprem, lecz na wschód od niego, w dorzeczu Sożu. O ile częste rajdy po Dnieprze miały jednak znaczenie pomocnicze, o tyle główne kierunki moskiewskich uderzeń szły zawsze przez Mścisław. Ten założony w 1136r. gród od samego początku miał wielkie znaczenie obronne. Stąd otaczały go na trzech głównych kierunkach obrony warowne klasztory – Pustynki ze wschodu, Mozołowo z zachodu i Onufriewo z południa. Naprzeciw drewnianego zamku, na obrzeżu miasta stał kościół i klasztor karmelitów, z warownymi elementami konstrukcji. Z podziemi kościoła, jak głosi gminna wieść, prowadzi tunel do oddalonych o 7 km Pustynek. Zapewne takie rozwiązanie miałoby sens dla obronności miasta i dla ewentualnej ewakuacji ludności. W szczytowym okresie swego rozwoju Mścisław z 30 tysiącami mieszkańców był większy od Kijowa. Jednak kataklizm nadszedł właśnie w 1654r. Miasto obległ i wziął szturmem carski wojewoda Trubiecki. W rzezi, którą historycy nazwali jego imieniem, zginęło według ruskiej kroniki 15 tys. mieszkańców. Żywych zostało 700 osób. Od tego czasu mieszkańców Mścisławia nazywają na Białorusi “niedosiekami”. Do końca niewyjaśnioną rolę w obronie miasta odegrał klasztor karmelitów i żyjący tam mnisi. Freski w kościele przedstawiają rzeź miasta i śmierć zakonników, zaś źródła karmelickie mówią, iż w następnych dziesięcioleciach mścisławskich karmelitów uważano za jedynie zdolnych do pracy na tych odstraszających wszystkich innych duszpasterzy terenach. Zapewne mnisi dzielnie stawali w obronie miasta. Upamiętnia to zagadkowy niedokończony zapis na frontonie kościoła. “Ad maiorem Dei gloriam et honorem Beatae Mariae Virginis templum hoc anno 1654....” Napis był obszerniejszy, jednak po rozbiorach został przez władze carskie zmieniony.

Zamek nie został po tej wojnie odbudowany. Noszono się z tym zamiarem jeszcze w połowie XVIIIw., jednak przed rozbiorami już nie zdążono. Od zamiaru Piotra I zrównać w czasie wojny północnej Mścisław z ziemią odwiódł go jeden z jego dowódców, wskazując na wielkie znaczenie strategiczne miasta. W połowie XVIII wieku śląski architekt Jan Krzysztof Glaubitz przebudował miasto w stylu klasycystycznym, zyskując mu miano “małego Wilna”.

Po rewolucji rozwój miasta stanął praktycznie w miejscu. Ale i tak zostało stosunkowo dużo zabytków, jak mówią niektórzy, dlatego, że do miasta nie dotarła kolej, a wraz z nią nie przyjechali komsomolcy, którzy by wszystko zniszczyli. W 1926r. na 20 tys. mieszkańców było tu zaledwie 6 chłopców-komsomolców. Dlatego Komsomoł musiał przejść na pracę w języku polskim. Ale czystki 1937r. całkowicie zmieniły oblicze miasta. Miejscowy komitet partii jeszcze w latach pięćdziesiątych walczył o usunięcie kościoła z oficjalnego spisu zabytków i zniszczenie “tego reliktu szlacheckiej Polski skażającego białorusko-rosyjską przyjaźń”. Jak mówią, uratowała kościół budowa pomnika pod oddalonym o 60 km Lenino i to, że z okazji otwarcia tego pomnika w 1968r. spodziewano się, że Gomułka zechce odwiedzić i Mścisław. Coś trzeba było mu pokazać... Gomułka nie przyjechał, ale kościół ocalał. Dziwne, że nawet towarzyszom nazwa Mścisławia nie była obca... Maleńkie odrodzenie zaczęło się jednak dopiero, odkąd w 1992r. odrodziła się parafia katolicka.

Na zamkowej górze ludzie uprawiają ogródki. I tam, i gdzie indziej nieustannie napotyka się archeologiczne znaleziska – polskie i rosyjskie monety, nierozszabrowane jeszcze książki – kiedyś, choć już po I rozbiorze przez kordon, zawędrował tu i egzemplarz pierwszego wydania Konstytucji 3 Maja, by przetrwać tu carskie i sowieckie czasy...

W odległej 50 km. Radomli sama pusta zamkowa góra jest zabytkiem.

VII Czausy.
U podnóża wzgórz, na których leży Radomla, nad dwu małymi rzeczkami, Basią i Pronią, nie byłoby w tym miasteczku o pochodzącej od tatarskiego taboru nazwie nic szczególnego – gdyby nie to, że tutaj, na tych dwu małych rzeczkach, na wiosnę i jesień rozlewających się na szerokość kilku kilometrów, front stał na przełomie 1943 i 1944r. dziewięć miesięcy. Czaus bronili jednak przed bolszewikami nie Niemcy, a białoruska samoobrona – aż do ostatka... Do dziś w okolicy panuje przekonanie, że w Czausach mieszkają “policaje”, choć oni sami zginęli, a ich rodziny uciekły na zachód – NKWD nikomu by nie podarowało... Nie przepuściło nawet niemieckim cmentarzom wojskowym, które zaorano pod kołchozowe użytki. Ale nie darmo w herbie Czaus z czasów Rzeczpospolitej znajdował się św. Marcin z mieczem na koniu – dość oryginalny dla ikonografii kościelnej obraz, ale zapewne mówiący o waleczności mieszkańców, może, skoro nazwa pochodzi od tatarskiego taboru, w walce z Tatarami właśnie? Lub też osiadła tu szlachta zaściankowa miała, jak i w kilku innych miejscach Białorusi, tatarskie pochodzenie? Przynajmniej w jednym z okolicznych zaścianków rysy twarzy mieszkańców mogą potwierdzać tego rodzaju przypuszczenie. Historię próbowała przeinaczyć carska heraldyka, nadając po rozbiorach Czausom w herbie skrzyżowany miecz i kosę w wieńcu zboża na wspomnienie zwycięskiej bitwy Piotra I ze Szwedami pod odległą kilkadziesiąt kilometrów Leśną w 1708r. Ponoć mieszkańcy Czaus (skoro wieniec zboża i kosa – zatem chłopi a nie szlachta...) wspierali tam Rosjan, choć nie wszędzie spotyka się tą opinię. Tym niemniej mamy do czynienia z zabiegiem propagandowym, który właśnie umożliwił rozbiory: iż Rosja przychodzi wyzwolić ciemiężonych przez katolicką szlachtę prawosławnych chłopów. Na znak tego “wyzwolenia” jako jeden z pierwszych “niepewnych elementów” deportowano miejscowych prawosławnych kapłanów, zamieniając ich przywiezionymi z głębi Rosji; chłopów uszczęśliwiono 20-letnią służbą w carskiej armii; mieszczanom odebrano magdeburskie prawo zamieniając je na samowolę carskich namiestników; wyrugowano język białoruski, ponoć polonizowany, poddając go “poprawnej” rosyjskiej obróbce, podobnie zresztą jak i historię – osobiście Katarzyna II poleciła zebrać kroniki ruskie, tzw. Metrykę Wielkiego Księstwa Litewskiego i dostarczyć do Petersburga dla zaznajomienia się i dokonania właściwej korekty. Dlatego bolszewicy mogli nazwać litewskie archiwalia już tylko “archiwalnymi śmieciami”, a dziś można mówić o “odwiecznej przyjaźni słowiańskich narodów”.

Znad Sożu, na wschodnim brzegu Dniepru, przejdźmy na zachód, nad Drucz. Ogólnie rejestry szlachty zaściankowej dzieliły szlachtę województwa mścisławskiego właśnie na “posożską” – osiadłą wzdłuz Sożu – i “podrucką” – wzdłuż Druczy. Sowiecka eksterminacja w większym stopniu dotknęła szlachtę posożską, bardziej już w wyniku carskiej polityki zbiedniałą i rozproszoną, niż do dziś zwarte skupiska nad Druczą. Pierwsza fala carskiej pauperyzacji szlachty po I rozbiorze w wykonaniu Katarzyny II z wielką siłą uderzyła w szlachtę posożską, natomiast na zachód od Druczy, w granicach II rozbioru, kolejni carowie działali bardziej oględnie, na czele z Pawłem I, którego radykalni rusyfikatorzy postrzegali wręcz jako “przyjaciela polskich wywrotowców i jezuitów, wpajających młodzieży nienawiść do Rosji”. Rzeczywiście Paweł I zwracał zagrabione przez rosyjskich notabli majątki szlacheckie, był protektorem jezuitów i przyjacielem Kawalerów Maltańskich. Dlatego, niezależnie od swego obłąkania, musiał zginąć za takie zbliżanie Rosji do Zachodu. Również Aleksander I, mający aspiracje do bycia wodzem i rycerzem na miarę europejską, wzbudzał u radykałów pewne niezadowolenie. Dopiero pogrom dekabrystów w Rosji i fala represji Mikołaja I po powstaniu listopadowym, zaczynając od 1832r., bardziej uderzyła w te ziemie. To jednak oznaczało 60 lat więcej dla przystosowania i wzmocnienia ducha obrony.

VIII Druck, Ciecieryn i Hołowczyn.
To stąd wywodzą się książęta Druccy. Druck był jednym z najstarszych grodów na tych ziemiach. Pozostało po nim praktycznie tylko grodzisko. Na południowy zachód od Orszy, wzdłuż Druczy przebiegała granica I rozbioru. Do dziś jedna z wiosek nazywa się Kordon. Tutaj też leży białoruska Częstochowa – Biełynicze, gdzie cudowny obraz Matki Bożej koronowany był wkrótce po częstochowskim – w 1761r. Władze carskie długo prowadziły propagandową wojnę, aby wreszcie w 1876r. zamknąć kościół. Od tego, ich zdaniem, zależało powodzenie rusyfikacji na całej Białorusi. Tych diabelskich pobudek w żaden sposób nie mógł zrozumieć papież Leon XIII, który wciąż zapytywał, po co jeszcze jedna prawosławna cerkiew w miejsce kościoła, skoro cerkwie w miasteczku są już i tak dwie... Ale wszak Murawiow – “Wieszatiel” powiedział kiedyś katolickim biskupom Białorusi – “wy, Panowie, jesteście książętami, ale nie z tego świata, i tym lepiej dla Was, im prędzej znajdziecie się na tamtym świecie”.

Katolicy ukryli cudowny obraz tak dobrze, że do dziś nie wiadomo, gdzie jest. W latach sześćdziesiątych kościół i klasztor wysadzono w powietrze. W odrodzonej w 1992r. parafii pierwsza uroczysta komunia św. trojga dzieci miała miejsce w 1996r. Podobnie jak poświęcenie prowizorycznej kaplicy. Wyobraźmy sobie – czym byłby nasz naród, gdyby tak stało się z Częstochową?

Właściciel Hołowczyna wsławił się w 1654r. swą odpowiedzią na wezwanie pod broń, iż nie ma na kim zostawić gospodarstwa w czasie żniw...

Swój polonez “Pożegnanie z ojczyzną” Michał Kleofas Ogiński napisał pozostawiając swą ziemię tutaj właśnie, nad Druczą....

W okresie międzywojennym tutejsi Polacy nie mogli wybaczyć premierowi Grabskiemu jego wypowiedzi po pokoju ryskim: “Wycięliśmy wrzód wraz z Mińskiem”...

Powrót