Każdy z nas ma przodków
Opublikowano w "Verbum
Nobile" nr 1/1992
Przedruk z pisma "Pomerania" z 1989 r.
Każdy z nas ma przodków.
Każdy z nas skądś
przychodzi.
Prawie każdy z nas
niesie ze sobą zapach domu, z którego wyszedł, jego obraz, jego odgłosy.
Jeśli ktoś tego nie ma,
nie pamięta, ma poczucie głębokiej krzywdy. Jest sierotą. Sieroctwo to jedno
z największych nieszczęść, jakie mogą dotknąć człowieka.
Większość pamięta swój
dom. Pamiętamy rodziców, dziadków. Wiemy o nich. Jak wielu jednak, zwłaszcza
w ostatnich dziesięcioleciach, nie sięga tą wiedzą poza pokolenie swoich
rodziców, dziadków, czasem pradziadków. O tych dawniejszych nie wiemy po
prostu nic. Nie wiemy kim byli, jak wyglądali. Jakie było ich życie, radości,
tragedie.
A przecież taka
niewiedza to też rodzaj osierocenia, tyle że mniej dotkliwy.
Każdy z nas ma przodków,
nie każdy jednak z nich wie. Nie ma rodów starszych i młodszych. Zwroty
"stary ród", "stara rodzina" znaczą w końcu tyle tylko,
że ta rodzina przechowała pamięć o sobie, o swoich przodkach. Niektórym tę
wiedzę przechowywać było łatwiej, zaczęli gromadzić ją wcześniej Zawsze
był jednak tego gromadzenia początek, ktoś to rozpoczął. Ktoś zatrzymał
proces zapominania. Bardzo szybki proces. Ktoś zapisał to, co przekazali mu
starsi od niego.
Historię narodów
spisali kronikarze. Narody wspominają ich z szacunkiem. Każda rodzina ma swoją
historię, choć nie każda swoich kronikarzy.
Zwracamy się do Was z
apelem, byście spróbowali stać się kronikarzami swoich rodzin, byście spróbowali
ich pośród siebie poszukać.
Trzeba przeszukać
rodzinne biurka, strychy, odnaleźć stare zdjęcia, wypytać najstarszych kogo
one przedstawiają, jakimi byli ludźmi, jakie były ich dzieje, trzeba wypytać
o wszystko co pamiętają.
Jeden z moich znajomych,
nauczyciel historii w szkole średniej, zadał kiedyś swoim uczniom jako pracę
zaliczeniową sporządzenie ich rodowodu. Materiały, jakie mu przynieśli
uczniowie przeszły jego oczekiwania. Dziękowali mu później rodzice za
rozmowy, jakie wywołał w ich domach, za to, że skierował uwagę ich dzieci
na tak ważne dla każdego sprawy. Jest więc głęboka potrzeba sięgania do
swoich korzeni.
Zaczynamy interesować się
tymi sprawami wtedy, gdy sami jesteśmy już w podeszłym wieku. Wtedy jednak
najczęściej nie ma już kogo pytać.